kasztanek blog

Twój nowy blog

jestem.

od dawien dawna ludzie pragnęli poznać świat. równie bardzo, jak pragnęli latać. poczuć wolność. ale to jest niemożliwe, więc ludzkość dała sobie spokój z tworzeniem człowieka-ptaka. przynajmniej w znacznej większości.
lecz od starożytności chcą określić świat. opisać słowami. znaleźć złoty środek jak „fajnie żyć”. poznanie świata rozumem, doświadczeniem czy poprzez uczucia. bujda. a na pewno nie warto tracić czasu na szukanie w świecie logiki. tutaj logika na nic się nie zda.

Ten blog istnieje 56 miesiąc. kawał czasu. teraz siedzę z herbatą przed monitorem, wsłuchując się w nastrojowo-romantyczną piosenkę Goyi. czuję zapach szamponu do włosów. i rozmyślam, i wspominam, i zastanawiam się. nie szukam sensu. próbuję zastanowić się nad następnym krokiem. którą drogę wybrać. wyciągnąwszy wnioski, a przynajmniej próbując to zrobić, przeszłości pozwalam być tylko przeszłością.

Kogo mam obwiniać,
za to, że tak długo spałam,
snem niespokojnym,
choć otwarte oczy miałam.

Ten blask,
który inne nie dostrzegają.
Niech trwa,
bo dotąd miałam go za mało.

i, chyba, w codziennej monotonii beznadziei, jestem zadowolona.

anioł.

1 komentarz

bo ja naprawdę jestem aniołem.

Aniołem, którego znudziło sielnakowe życie w Niebie i pojawił się na Ziemi.
Aniołem, który wybrał sobie życie trudne, ciężkie, bolesne, ale piękne i wspaniałe.

i dalej uważam, że do nóg mi się rzuca cały świat.

Miałeś być przy niej
miałeś być na każdy znak
takiej dziewczynie
do nóg się rzuca cały świat

na każdą chwilę miałeś jej przynieść
powietrza przejrzystego smak
każdym oddechem woła o ciebie
i tylko ty nie widzisz jak…

Głęboko w środku gdzieś
i choć by śladu łez
jej oczy nie poznały nigdy, nie
głęboko w środku tam
otwiera ci swój świat
otwiera wszystko to, co w sercu ma

Miałeś być przy niej
pilnować czy nie gubi się
silnym ramieniem, siłą miałeś być
żeby mogła czerpać z niej
na każdą chwilę jesteś jej winien
Niebo z dostawa pod jej dach

każdym oddechem woła o ciebie
i tylko ty nie widzisz jak

THE END.

złota myśl.

Brak komentarzy

„Wróg mojego wroga jest moim przyacielem.”

Mówcie co chcecie, ale to fakt. A jeżeli nie są, to, prędzej czy później, nimi będą.

I nie jest mi przykro. :]

P:„Jak to się stało, że ich usta się spotkały?”
(Victor Hugo)

O: Uruchom wszystkie 34 mięśnie twarzy oraz 112 innych mięśni ciała pozwalających przyjąć odpowiednią pozycję. Zaangażuj obszar brzuszny międzyciemieniowy. Przekręć głowę w prawo i wychyl się płynnym ruchem do przodu. Zacznij ssać. Podziękuj szczuropodobnemu ssakowi łażącemu po drzewach 125 mln lat temu za to, że możesz rozkoszować się nielotnymi feromonami.

P: Po co walę się motkiem w głowę?

O: Bo jest tak przyjemnie, kiedy przestaję.

Panie, który na mnie patrzysz okiem księżyca.
Panie, który na mnie patrzysz przez słońce.
Panie, który jesteś i śmiercią, i życiem.
- Gwiazdy to twe łzy błyszczące.
Panie, który wiatrem dachy zdzierasz nam z głowy.
Który masz we władzy morskich fal siłę.
Panie, który w rękach masz ogień pożogi
Tyle razy, tyle razy cię prosiłem:

Daj mi jeszcze odpocząć na ziemi,
Nim zobaczę światełko jasne.
Nim przed Tobą znajdę się niemy,
Kładąc na wadze czyny własne.
Daj mi tutaj raju spróbować.
Muszę wiedzieć, czy mi smakuje
Ten okruch szczęścia! Jakie słowa
I jakie gesty Cię przekonują?!

Panie, który wiedziesz życie drogą pokrętną.
Panie, który oczy mamisz pozorem.
Staram się świat czytać, jak księgę najświętszą,
A cierpliwość jest mi wzorem!
Swoje życie w trudzie, jak wszyscy chcę przeżyć.
Aż się nie zatrzyma serce sterane!
Ale nawet kiedy do ziemi się przygnę
Nadal prosić, nadal prosić nie przestanę.

Daj mi jeszcze odpocząć na ziemi,
Nim zobaczę światełko w mroku.
Zanim dojdę do Twojej sieni.
Zanim będę miał wieczny spokój.
Daj mi tutaj raju spróbować
Na tej ziemi, co jęczy w znoju.
Raju chwilę! A potem mnie prowadź
Do Twoich niebieskich pokojów!

dostałam to, czego chciałam. Zrozumiałam tekst, który pojawił się w poprzedniej notce. Hura. I wiecie co? Obawiam się, że to tekst tego mojego wewnętrznego głosiku, który czasem dorzuca swoje pięć groszy. Słusznie lub niesłusznie, ale dorzuca. I moze teraz czas go posłuchać? Don’t know.

Ale jest też strach. A raczej lęk, bo strach to obawa przed racjonalnym zagorżeniem, a lęk przed irracjonalnym. A ja aktualnie boję się rzeczy nowych i nieznanych. Czyli irracjonalnych.

Nie wiem. Nie mam pojęcia. Boję się.

Jeśli boisz się czegoś, wiedz, że przyczyna twego strachu tkwi
nie poza tobą, lecz w tobie.
Lew Tołstoj
Kto wiele pragnie, wiele przeżywa strachu.
Miguel Cervantes

Mam nadzieję, że z czasem i to zrozumiem, tak jak było z poprzednią notką. I to szybko.

.?

Brak komentarzy

Jest fala w uczuciach mężczyzn…
Która, zabrana przez powódź,
prowadzi do szczęścia…
Ale ominięta, podróż ich życia staje się ograniczona do płycizny i nieszczęścia…
Na falach takiego morza jesteśmy teraz…
I musimy brać to co jest nam dane
Albo stracimy zanim zaryzykujemy.

Czytałam to po kilkanaście razy i gdy już sądziłam, że rozumiem, jedno słowo niszczyło mój tok myślenia.

dla chętnych, oryginał:

There is a tide in the affairs of men… Which, taken at the flood, leads on to fortune… But omitted, and the voyage of their life is bound in shallows and miseries… On such a full sea are we now afloat… …And we must take the current when it serves… …Or lose the ventures before us.

Pozostały tylko przedmioty. Bezduszne kawałki drewna, metalu czy plastiku. Ktoś je kiedyś wymyślił, wykonał i sprzedał. ON je kupił lub dostał. Były JEGO. Ale JEGO już nie ma. Wspomnienia i emocje zwiazane z tymi przedmiotami uleciały o 9:00, 19 sierpnia. Ale czy na pewno? A może w tym wszystkim jest zaklęta JEGO dusza? Chociaż część? Albo JEGO wspomnienia. A może myśli i przemyślenia. Przecież ON żyje w nas. Jeżeli ON żyje to i te przedmioty mają jakoś wartość. Wartość wyrażoną inaczej niż w PLN.

Przynajmniej tak mi się wydaje.

Przez cały dzisiejszy dzień wydawało mi się, że czas nas omijał. Gdy jechaliśmy przez Warszawę, ludzie za oknem byli jakoś bardzo odlegli. Gdzieś szli, jechali, zmierzali, a mnie to jakoś nie dotyczyło. Jakby istaniała jakaś niewidzialna granica między mną, a nimi. I gdy czasem zastanawiam się kim jest dana osoba, gdzie idzie, co ma w torbie i czmeu akurat ubrała się w dżinsy, dzisiaj było to dla mnie abstrakcją.

To było trochę jakbym poprosiło społeczeństwo i Matkę Ziemię o dzień urlopu, o kilka godzin ucieczki od rzeczywistości, a oni mi na to pozwolili nie pytając o powód.


  • RSS

Polecamy

Nie masz jeszcze bloga? Załóż bloga

Polecamy