Witajcie…

Wróciłam!!! Było zajebiście!!! Ja kce do Pinarelli!!! (Dla nie wiedzących – Pinarella mała miejscowość turystyczna we Włoszech, położona między Piminii a Ravenną nad morzem Adriatyckim) Czemu te 13 dni tak szybko mineło?!?!?!

Pojechaliśmy w około 40 osób + kadra 3 osoby + 2 kierowców autokarem. Jechaliśmy przez Czechy i Austrię. Jesu o 3.00 nad ranem zatrzymaliśmy się w Czechach na duty free pod jakimś hujowym Exalibur Center… Było zimno jak cholera (ładnie powiedziawszy) Nie wiem jaka siła powstrzymała mnie od Giga Slave… No ale z tego co pamiętam to Exalibur Center robiło wrażenie… Wielkie zamczysko a na nim dwa potężne smoki… Obok ogromny budynek a na nim ogrobna kula ziemska którą podświetlały zajebiste światełka a obok samolot „orbinalny”. Ale jakoś wtedy było mi wszystko jedno… Potem o 7.00 staliśmy w Austrii w Alpach… O dziwo tam było cieplej niż w Exalibur Center… No ale dojechaliśmy na 15.00 na miejsce… Kolonia która już tam była tydzień powitała nas jakąś hujową piosenką… Taki zwyczaj… Potem pokoje… Byłam w pięcio-osobowym pokoju… Moje pierwsze wrażenie – szpital!!! Łóżka wyglądały jak szpitalne a pokoik malutki… No cóż nie zapowiadało się najlepiej… Później przyszła tamta kolonia i nas powitała… I nie obyło się bez sprostowania gdzie i za ile, chodziło o alkochol… Dnia następnego czyli w środę był wspólny wypad na plażę… Było cool. Ja oczywiście musiała sobie zjarać plecy… A Adriatyk ciepły w porównaniu do Bałtyku tylko fal nie było… Ale mieliśmy zajebistego ratownika… Pozdrowieia dla pana Kuby. Miał zajebistą fryzurkę – z tyłu głowy miał wygolone dwie kocie łapki ^^. W czwartek razem ze „starą” kolonią pojechaliśmy do Mirabilandi… Mirabilandia to ogroomne wesołe miasteczko… Dwa RolerCastery, atrakcje wodne, spadające windy, kino 4D (tak nie 3D a 4D!!!), pokazy pirotechniczne i pokaz laserów… ZAJEBIŚCIE!!! Nie bęę opisywać bo to by zajeło rok i ruski miesiąc… W piątek byliśmy na plaży a popołudiu dziewczyny z pokoju kupiły z okazjii imienin jednej z nas 3 półtoralitrowe butelki wina CIV CIV (nie CIN CIN) wszystkie wypiłyśmy i nasz facio skapował się o co biega i miałyśmy ochrzan… Life is brutal… Ale pan Włodzio vel Stefek (Pozdrowienia^^) jest spoko i nikomu o tym nie powiedział… W sobotę był chrzest (naszczęście ja go nie brałam) i wycieczka do Ravenny. W Ravennie oglądaliśmy freski i mozaiki. Było tak sobie… W niedzielę wyjechali „starzy” (ŁŁŁŁŁŁŁŁŁEEEEEEEEEE) i przyjechali „nowi”. I była dyskoteka na której leciało samo techno… Ale dno… W poniedziałek wieczorem popłyneliśmy statkiem na którym była dyskoteka do Rimini… Tam wybrałam się do delfinarium i było cool… We wtorek byliśmy w San Marino. Nie obyło się bez kupienia alkocholu dla rodziców… Kupiłam amerotto i likier kokosowy… Dobre ;P W środę pojechaliśmy do Aqua Parku i było zajebiśvie… Zjerzdżalnie, pontony i baseny… Raj na ziemi… W czwartek był okropny… Ponieważ pakowaliśmy się… A ja chciałam zostać… Jeszcze po dyskotece byliśmy na plaży… Czyli o 24.30… Kierowniczka powiedziała, żeby każdy wybrał sobie jedną gwiazdę, wypowiedział życzenie i już w Polsce odnalazł ją… Miałam wtedy dziwne uczucie… Nie do opisania… Nie radość, nie smutek i nie rozpacz… Dziwne… W piątek o 10.00 wyjechaliśmy… Wracaliśmy do Polski przez Wenecję… Byliśmy na placu Św. Marka, w Bazylice Św. Marka i na moście westchnień… Było super…

I to koniec moich wakacji we Włoszech… 10 sierpnia jadę z mamą do Łeby nad Bałtyk… Kończę bo jestem zmęczona… Ciekawsza notka będzie jutro…

Jak zawsze życzę miłej nocy i pięknych nocnych marzeń…

Pozdrawiam

Key the Dragon Master