Witajcie…

Stwierdziałam, że to co napisałam we wczorajszej notce było zbyt brutalne i przepraszam… Nie chciałam was urazić… Dziękuje tym co dopisali się do Księgi Marzeń, skomentowali notkę i zagłosowali w Sondzie… Dzięki, odrazu zrobiło mi się milej, jak wiem, że to co robię podoba się komuś…

Echh… Dopiero 12.00 a ja już zmęczona… Jestem na nogach od 6.00! Wstałam, a raczej zostałam brutalnie obudzona by pojechać do laryngologa… Od powrotu z Włoch miałam coś z prawym uchem ale jest już Ok… Potem do pracy matki po kasę na podręczniki… Pojechałam po te podręczniki, kupiłam i jush jestem… Objechałam dziś pół Warszawy i dostrzegłam wielki problem społeczeństwa… Starość…

Jechałam autobusem do lekarza… W autobusie jakieś 30 osób, w tym około 10-15 to osoby starsze i niepełnosprawne… Bardzo to mnie zaboloało… Znam osoby satrsze które uśmiechają się i cieszą się życiem… Lecz ci ludzie (nie wszyscy) wyglądali jakby życie byłoby dal niech męczarnią… Nie uśmiechali się pewnie od dawna… To samo było w trzech innych autobusach i tramwaju… Gorszy jest widok gdy na miejscach siedzących siedzą młode osoby, które widzą osobę starszą ale nie ustąpią miejsca… Albo przerażające jest to, że w moim bloku jest 41 mieszkań w czym jakieś 10 mieszkań zajmują osoby do lat 50… Statystyki pokazują, że z każdym rokiem rodzi się coraz mniej dzieci… Jeżeli my żyjemy w świecie starców to w jakim świecie będą żyły nasze dzieci?

Tym dołującym akcentem kończę długą i nudną notkę… Jeszcze jedno mnie zastanawia… Czemu ja ciągle się dołuje?

Pozdrawaim

Key the Dragon Master