Witajcie…

Dziś jaką mamy ochydną pogodę… Ehhh… Dziś nie będzie notka optymistyczna… A czemu to zaraz wyjaśnię…

Ehhh… Rano wstałam i łeb mnie tak bolał, że nawet nie mogłam nim ruszać… Potem o 12.00 obejrzałam jakże głupi film… Nie pamiętam nazwy ale było coś o hamburgerach… Pojechałam z ojcem do MediaMarktu i kupiłam 10 płaskich i kolorowych pudełek na CD… Pudełka potrzebne mi ponieważ mam CD-R bez pudełek… A mam parę nagranych… Ehhh…

Póżniej obejrzałam mojego kochanego Roswell’a… Kosmici rullessssssss… :P A teraz przyczyna mojego nastroju… Po pierwsze: Koniec Wakacji a po drugie: szkoła… Ehhh… Szkoda, że kończą się wakacje… Jak siedziałam prawie cały lipiec w domu to tak sobie myśłałam… Ehhh… Jeszcze conajmniej miesiąc wakacji… A jak wróciłam z Łeby to został tlyko tydzień… Ehhh… Jak ten czas szybko leci… A druga sprawa o której już wsześniej pisałam to nie akceptacja itp… Ehhh… Ale nie bedę się nad sobą
TU użalać…

Prepraszam, że dziś tak krótko ale nie mam veny by pisać… Ani ochoty… I mi się nie kce… Ja kce do Roswell… Już wolę ich problemy…

Pozdrawiam…

Very Sad Key…