Ehhh… Witajcie…

Wiem… Dawno nie było notki… Ale to z braku czasu… Ehhh… Przepraszam…

W szkole o.k… Nie będe się rozpisywać ponieważ nie jest to celem dzisiejszej notki… Ehhh… Najbardziej podoba mi się informa i w czwartki chodzę na kółko inforatyczne, więc kto chce ze mną pogadać to jestem jutro dostępna w godzinach 14.40 do 16.00 na GG… Mój numer to 2536095… Zapraszam serdecznie… Od pażdziernika będę chodzić do English First (szkoły angielskiego)… W poniedziałki i środy od 16.30 do 18.00… Ehhh… No jak w szkole nie ma możliwości to chociaż tam się poduczymy… Wiem, ze chodzę do klasy anglojęzycznej i mówię, że nie nuczę się tu… Poprostu chłopcy drą się na cały regulator a pani nie umie ich uciszyć… Jest młoda i nie ma doświadczenia… Ehhh…

Tak… To już rok… Rok od tego strasznego dnia… Od dnia w którym wszystko legło w gruzach… Metaforycznie i dosłownie… Dwie, piękne bliźniacze wieżę World Trade Centre zostały zaatakowane… Jeden z symboli Nowego Jorku… Już nie ma ich na panoramie Nowego Jorku… Zgineło tam ponad 2 500 osób… Przeżyło ze 20… W tym 9 wyciągnięto spod grózów… JA mam do tego dnia szególnie odczuwam… Ponieważ mam tam rodzinę… Dziadka,babcię i chrzesną… Mój dziadek był wtedy na środkowym Manhatanie… Przypominam, że WTC było na dolnym Manhatanie… Ehhh… Jeszcze gorsze było to, ze w sierniu 2001 ja… Ja… Ja byłam przy bliźniaczych wieżach… Ja nawet byłam w nich… Nie na najwyższych piętrach ale na dole i w
subway’u… Pamiętam był wtedy piękny dzień… Błękitne niebo, ani jednej chmurki, słońce świeciło… Ja miałam zły humor… Ponieważ, tata powiedział, że kupi mi jakąś zabawkę… A ja chciałam jechać do największego sklepu z zabawkami na Manhatanie, a nie oglądać jakieś głupie wieże… Tak mówiłam o nich rok temu… Naszczęście ja miałam to szczęscie, że byłam na ostatnim pietrze obydwu wież jak byłam mała… Niewiele pamiętam… Pamiętam, że rok temu, 11 września mniej więcej o tej samej godzinie przypomniałam sobie jedną rzecz… „Ale ja głupia cipa jestem… Przecież tata i dziadek chciał mnie wciągnąć na wieże a ja nie chciałam…” Jestem beznadziejna… Nawet dziś ledno mogę patrzeć na zdjęcia z 11 września 2001… Lecz jakoś dziś obejrzłam dzisiejsze specjane wydanie FAKTÓW… Jedno co podobało mi się dziś w szkole to to, że o dwunastej dziesięć zadzwonił dzwonek i nastąpiła minuta ciszy… Bardzo mi się to podobało… W temacie napisałam, że to trż radość, szczęście i wygrana… Ponieważ doszłam dziś do wniosku, że dla Amerykanów to dzień nie tylko nieszczęścia, katastrofy i przegraniej… Lecz także dzień kiedy Ameryka nie poddała się… Potrafili podnieść się… Zaatakowali Afganistan, Irak… Ludzie mogą spać spokojniej niż choćby półroku temu… Nie potrafię dokładnie wyjaśnić tego co myślę… Sami musicie dojść do tego…

Kończę o 11 września gdyż z ledwością piszę i konstruuje zdania które mają jakiś tam
sens… Przepraszam…

Miałam dziś pisać o Roswell ale z powodu 11 września napisze to jutro albo w piątek… Muszę się podnieść… I tak czeka mnie dziś długa i ciężka noc…

Pozdrawiam…

Key or Liz Parker

ZA WSZYSTKIE OFIARY ATAKU Z 11 WRZEŚNIA…