Witajcie…

Wiem, dawno notek nie było… Miałam pracować nad blogami ale, żadnych zmian narazie nie ma… Ehhh… Miałam tyle pracy i jeszcze przyleciał dziadek i wujek z USA… Ostatntio tu byli z 8 lat temu… Mam nadzieje, że mi wybaczycie…

Przez ten tydzień nie działo się nic nadzwyczajnego, lecz nie codziennego… W sobotę był ślub mojego brata… Wesele… W niedziele odpoczywanie lub jak w moim przypadku nudzenie się lub robienie zbędnych rzeczy… W szkole ok… O tym zachwilę… Wrócę do niecodziennych gości… Bardzo się ucieszyłam, że przylecieli… Owszem widziałam ich rok temu ale to nie to samo… Dziadek wcale nie urodził się tam… On jest Polakiem… Wyjechał do USA bo tu, w Polsce nie miał warunków do dalszego życia… Zastanawiam się, jak to jest… Po 10 latach przyjechać do ojczyzny… Nie wiem… Ale tydzień spędziłam bardzo miło i bardzo się cieszę…

Teraz będę przynudzać o szkole… A w „kofanej” (- -”) szkole było o.k… Oceny ok… 5 – geografia, 5 – matematyka… Ehhh… W przyszły wtorek i środe czekają mnie testy… Matematyczno – przyrodniczy i humanistyczny by sprawdzić na jakim jesteśmy poziomie… Ehhh…
W klasie znalazłam kolerzanki… Karinę, Agatę i Justynę… Karina i Agata są jak „duże dzieci”… Karina chce się ciągle bawić… Ehhh… One są szalone… ;P Wtacając do Davida i Filipa… Odzepili się ode mnie… Nawet strasznie nie narzekają gdy musi być któryś ze mną w parze na angielskim… Jak chcą to potrafią uspokojić się i pomyśleć… W piątek byłam w parze z Davidem i uspokojił się, „pomyślał” i nawet obronił mnie (słownie)…

Tyle o szkole… Dziś jest kolejny odcinke Roswell… Ciekawa jestem co się w nim zdarzy… Liz i Max kochają się lecz nie mogą być razem… Maria i Michael ciągle kłócą się i godzą… I coś iskrzy między Isabel i Alexem… Ehhh… Przecież miałam pisać o czymś innym… Mianowicie o wierszu…

Mama wczoraj kupiła najnowszy tomik wierszy Wisławy Szymborskiej „CHWILA”… Bardzo mi się jej wiersze podobają… Widać, że kobieta mocno stoi na ziemi i ma ogromną wyobraźnię i fantazję… Ehhh… Jej wiersze… Moim zdaniem to najlepsza polska poetka… No w końcu za coś dostała tego Nobla…
Zamieszczę tu jej wiersz z nowego tomiku, który mi się bardzo podoba…

TROCHĘ O DUSZY

Duszę się miewa.
Nikt nie ma jej bez przerwy
i na zawsze.

Dzień za dniem,
rok za rokiem
może bez niej minąć.

Czasem tylko w zachwytach
i lękach dzieciństwa
zagnieżdża się na dłużej.
Czasem tylko w zadziwieniu,
że jesteśmy starzy.

Rzadko nam asystuje
podczas zajęć żmudnych,
jak przesuwanie mebli,
dźwiganie walizek
czy przemierzanie drogi w ciasnych butach.

Przy wypełnianiu ankiet
i siekaniu mięsa
z reguły ma wychodne.

Na tysiąc naszych rozmów
uczestniczy w jednej,
a i to niekoniecznie,
bo woli milczenie.

Kiedy ciało zaczyna nas boleć i boleć,
cichcem schodzi z dyżuru.

Jest wybredna:
niechętnie widzi nas w tłumie,
mierzi ją nasza wlaka o byle przewagę
i trekot interesów.

Radość i smutek
to nie są dla niej dwa różne uczucia.
Tylko w ich połączeniu
jest przy nas obecna.

Możemy na nią liczyć,
kiedy niczego nie jesteśmy pewni,
a wszystko ciekawi.

Z przedmiotów materialnych
lubi zegary z wahadłem
i lustra, które pracują gorliwie,
nawet gdy nikt nie patrzy.

Nie mówi skąd przybywa
i kiedy znowu nam zniknie,
ale wyraźnie czeka na takie pytania.

Wygląda na to,
że tak jak ona nam,
również i my
jesteśmy jej na coś potrzebni.

Mam nadzieję, że wiersz wam przypadnie do gustu… Ja już kończę bo jeszcze cały dzień przedemną… Życzę udanego dnia i nocy itp.

Pozdrowienia…

Key aka Liz

PS. Foteczka… Dawno jej tu nie było… ;p Nic nadzwyczajnego ale zawsze coś innego…

mkrgroup.jpg