Parę godzin temu dodałam notkę… Bez łądu i składu… Ale to był chwilowy impuls… Poporstu chciałam wyrazić coś jednej osobie… Ona i tak tu nie zagląda… Nawet nie wie, że ten blog istnieje… Ale chciałam podziękować też wszystkim, dzieki którym moje życie nie jest szare i ponurę… Dziękuje kochani… :***

Jest po 19.00… Dwie godziny temu wróciłam do domu…z łzami w oczach… Płakałam bo nie miałam siły iść dalej… Każdy krok był cierpieniem… Ale nie mogłam się zatrzymać… Musiałam dojść do domu… myślałam wracając… Ten ból to ból głównie fizyczny… Byłam na dodatkowych WFach… Ja, Karina (z IIb), Marika i Kasia… Ja ćwiczyłam przewroty w przód do rozkroku… Wcale mi nie wychodziło… Poprostu uginałam nogi… I wtedy p. Madzia stwierdziła, że ma przykurcz stawów w nogach… to znaczy mam za mocną napięte stawy i nie moge wyprosotwać nóg bo odrazu je zginam… Można się tego pozbyć ale trzeba ćwiczyć… A tych ćwiczeń najważniejszych nie wykonam sama w domu… Tylko na WFie z nauczycielem… Rozciagałam się razem z panią… I taki jest właśnie skutek, że całe nogi mnie bolą i ledwo do domu doszłam… A drugi ból to ból wewnętrzny… Mam uczucie bezradnosci – ja tak bardzo chce a nie mogę… Nie wiem co mam robić… Pewnie uwierzyc w siebie i nie załamywać się… Sama tak powtarzam kolerzankom… Tylko powiedzieć łatwo – gorzej samemu to robić…

Wracam do polskiego… Mam nadzieję że kiedyś będę mogła powiedzieć – Udało mi się! Tylko kiedy i do kogo?! Nie, na brak przyjaciół i wsparcie nie mogę narzekać – wręcz przeciwnie… :)

I tym optymistycznym akcentem kończę tą długą notke… Jak ktoś wytrwał do tej linijki to gratuluję :)

Poprostu – Agata