Dzisiaj czekając na wizitę do okluisty skończyłam książkę Nicolasa Sparksa „Pamiętnik”. Romans. Adaptacja filmowa skłoniła mnie do lektury. Film, mimo schiz w Sali Platinium z Just, mi się podobał. Książka. Hmmm… Opowiada o wielkiej, namiętnej i poniekąd nieszczęsliwej miłości. Zaczynałam tą książkę kiedy byłam zauroczona (chyba mogę tak napisać) a kończyłam z ranami na sercu. I uważam że jeżeli ktoś jest fanatykiem romansów to to przeczyta z ochotą. Innym polecam film (RYAN GOSLING!!!! SŁODZIAK!!!). A co ma piernik do wiatraka?! W sumie to nie wiem. Miałam jakąś myśl, ale…

W sobotę oglądałam po raz drugi film „A.I. Sztuczna Inteligencja”. Dużo osób mówi że to syf, ale ja tak nie uważam. Owszem można by skrócić o jakieś 30 min. Nie będę pisać o co mi chodzi dokładnie, bo stracicie ‚frajdę’ oglądając. No ale tak po krótce.

Uwierzyłam że z Nim może być dobrze. Może być doskonale, wspaniale i inne superlatywy. I wierzyłam. Miałam zamydlone oczy. Lecz nawety kiedy tą pianę zmyłam, dalej wierzyłam. Miałam nadzieję. Chociaż wiedziałam że to bezowocne, wierzyłam i próbowałam. Jak David. Jeden, idealny, wspaniały dzień z Nim. Tylko jeden. To mi wystarczy. Jeden w którym będziemy tylko dla siebie, nikt nam nie będzie przeszkadzał [Just - już to wiesz o jakim mydełku piszę... CYBERmydełku ;P]. Oboje, choć jeden dzień bylibyśmy szczęśliwi. ‚A potem udam sie do krainy marzeń…’ Jak David.

ALE. W sumie… czemu przez tyle czasu zadręczałam się? Zadawałam sobie pytania typu ‚Co było pierwsze – kura czy jajko?’. Niszczyłam siebie i innych. Bliskich. Tych na których mi zależy i dla których ja jestem ważna. Chociaż wiele rzeczy zrozumiałam. I to jest pozytywne. To jest dobrze. Zobaczyłam, że jestem ważna dla wielu osób. Że gdyby mnie zabrakło, nie przeszli by obok tego zdarzenia obojętnie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie mogę żyć ciągle w świecie marzeń, złudzeń, pytań-bez-odpowiedzi, wyolbrzymionych problemów i lęków. Tak nie można. To samozagłada. Jak strzał na właśną bramkę.
Dużo osób mówi mi wiele miłych rzeczy. Że jestem miła, ładna, mądra, inteligetna, utalentowana, silna. Powinnam w to wierzyć. I zaczynam dopiero teraz. Kiedy dostałam porządnego kopa od zycia, losu i Just. Coś w tym musi być. Nawet jeśli nie, to wiara czyni cuda! ;) Lecz najbardziej mi się zrobiło miło jak Pewnien-Bardzo-Przyjemny-I-Fajny-I-Wogóle-Zajebisy-Facet powiedział mi, że słodko wyglądam jak się czerwienie. Nie, Just?! ;)

Więc…

Już czas to wszystko
porzucić
Poukładać alfabetycznie
Zetrzeć kurze istnienia
Zamilczeć by uprościć
Bo czas ucieka za czasem

Popatrz
Jakie to wszystko nie takie
Jak trzeba
I jakież doskonałe
Już czas by wszystko
naprawić
I zostawić to
Co kiedyś było wszystkim…..

Mam dość. Mam dosyć siebie. Mam dosyc Jego. Nie może tak być. Skoro jestem taka fajna i wogóle to czemu przez jakiegoś imbecyla mam się stać burakiem, który użala się nad własnymi, kosmicznymi problemami?! No kurwa, dlaczego?! No właśnie. Nie. Koniec tego. Jestem jaka jestem i zmieniam się, ale skoro dla Ciebie istanieje tylko obudowa telefonu to… Może faktycznie dziewczyny mają rację? Może ja faktycznie byłam za dobra? Za cierpliwa? Moze nie jesteś mnie wart? Narazie tak uważam. KONIEC. ZDECYDOWANIE KONIEC. Nie skreślam, a zmieniam kolejność.

Kocham Was. Wszystkiech. Bez wyjątku. Dziękuję, że ze mną byliście i wytrzymaliście. =*

Błogosławieni którzy się smucą.