Wczoraj była Wigilia Bożego Narodzenia. Magiczny czas Świąt. W tym roku to są naprawdę najlepsze świeta.

Wszystko zaczęło się w środę na wigili klasowej. Mieliśmy łączone z klasą 3d. Na początku byłam raczej negatywnie nastawiona, ale wszystko się zmieniło, kiedy zaczelismy wszystko przygotowywać i zgadaliśmy się z chłopakami z 3d. A w środę wszystko było na biegu przygotowywane. Było ciasno, ale miło, ciepło i tak rodzinnie. Ale ile było żarcia! Jakieś 7 rodzajów ciast, każdy miał po MilkyWay’u, chipsy, ciasteczka… No poprostu – ogrom!! Nawet był śledzik i nasza [moja i Just] sałatka jarzynowa! :D
Lecz co mnie tak naprawdę ucieszyło, wręcz do łez, to było składanie życzeń. Usłyszałam tyle miłych słów, że szok. I to od osób po których się tego nie spodziewałam. Np. od jednego z chłopaków z mojej klasy:
„Żebyś była taka fajną dziewczyną jaką jesteś teraz, i żebyś zawsze tak się uśmiechała i była radosna.”
I wogóle… Jak Karina mi składała życzenia to ‚puściły mi zwieracze :P’ się popłakałm. Ze szczęśćia. ;] Święta to jednak magiczny czas. Nawet jeżeli nic sie nie zmieni od stycznia, to i tak pozostanie miłe wspomnienia. Bardzo miłe… ;) Dziękuję Wam – wszystkim! :*

No i Wigilia właściwa. Najpierw – jak zawsze do Dziadka. Nie było ciekawie. Żarcie było całkiem dobre, ale w porównaniu do zeszłych lat – gorsze. A mój chrzesty wyglądał jak żul z Centralnego. Serio. MASAKRA.

No, ale od 19.00 trwa wieczna impreza i moje prawdziwe szczęście!! Uśmiech na twarzy cały czas i poczucie że wreszcie znalazłam swoje miejsce. Jestem przeszczęśliwa, ponieważ:
a)spotkałam rodzinę, którą ostatni raz widziałam na Wielkanoc.
b)zobaczyłam Julcię – moją 6-dniową bratanicę. JEST SŁODKA! Ale tak malutka. I tak bezradna. I nie mogę uwierzyć, że mój szalony braciszek cioteczny – Marek – jest odpowiedzialnym i troskliwym tatusiem.
c)pogadałam sobie z Martą (jakąs tam moją kuzynką). Gadałyśmy o paleniu, zielsku, chłopakach [wniosek - facet to tylko zabawka, do której nie powinno się przywiązywać i po najwyżej 5 miesiącach kupić nową :P]. I wogóle złapałam z Nią konktakt.
d)moja druga cioctka najebała się w 3 dupy. Ale takie były z niej polewki. Bitwa pod Lenino przy rozmowie z nachlaną ciocią to był pikuś. No i tak ciocia chcąc nie chcąc została gwiazdą Wigili 2004. :D
e)nareszcie złapałam konktakt z Maćkiem – moim 21-letnim brciszkiem ciotecznym! :D Zaczeliśmy gadać o wszystkim, głównie o moim gimnazjum [Maciek chodził tam 7 lat temu, tylko że do podstawówki]. I ogólnie się zbliżyliśmy. Fajnie, że wreszcie wiem, że moja rodzina to nie tylko mama i tata. I ktoś mnie zauważył i docenił. ;)

Tak spędziłam Wigilię 2004. Bardzi przyjemnie. Gdzieś w listopadzie pisałam, że „Mam nadzieję, że na święta dostanę upragniony prezent – bluzkę zrobioną ze szczęścia, miłości i nadziei.” I to się spełniło. Jestem przeszczęśliwa i każdy, kogo znam, się do tego przyczynił. Dziekuję i Wesołych Świąt!! :* :D

Plany na dzisiaj – siedenie w domu, układanie puzzli i oglądanie tv.
Palny na jutro – jade do moich 2 sióstr ciotecznych do Międzylesia. Nie widziałam ich 2 lata. Ale może być już tylko lepiej.

:*