Weekend minął mi b. dobrze.
Piątek. Po szkole poszłam na Łowicką i posiedziałam tam 4 godziny z Markiem, Pauliną i małą Julką. Było fajnie. Moje lęki zredukowały się do zera. Nastepnie do domu. Pół godzinki snu i do Silver Screenu na maraton grozy. Było bardzo fajnie.
*”Osada” (‚The Village’) – słyszałam od wielu ludzi że to kwas, syf i wogóle szkoda na to czasu. O dziwo mi i Just się bardzo podobało. Inne niż wszystko. Interesujace. Tylko ta ślepa dziewczyna – Ivy – trochę tak, jakby na jedno oko widziała. ;P
*”Blair Witch Project” – już to oglądałam. Kwas. Choć w kinie robi wrażenie. Ale pomimo, ze ostania scena jest przerażająca, nie zrobiła na mnie takie wrażenia jak za pierwszym razem. Nawet w kinie. Przynajmniej kimnełam się ponad pół godzinki. :P
*”Piła” (‚Saw’) – faworyt tego maratonu. Moim zdaniem najlepszy horror. Podobny do „Siedem” Davida Finchera. Także jest psychol, który sobie ubzdurał, że jest nie wiadomo kim i chce by ludzie doecnili czym jest życie. Mi się bardzo podobało. Ewenementym było to, że się bałam. Zakończenie jest poprostu rozbrajające. Poprostu czarny humor w najlepszym wydaniu. :D Ale „Piła”, jakby spojrzeć z „lotu ptaka”, jest filmem inteligetnym i okrutno-obleśnym. Problem postawiony przez psychola jest istotny, a film pokazuje to co może się stać w przesadzony sposób.
*”The Groudge – Klątwa” – no to już zupełny kwas. Połączenie „Ringu” z „Dark Water”. Znowu japonka zabija. Znowu długie czarne włosy. Znwou oko. Znowu Sarah Michelle Gellar próbuje uratować świat. Dla odmiany – nawiedzony dom. Pomysł dobry, tylko czemu tak oklepane elementy jak długowłosa japonka? Kwas.
Sobota. Wróciłam z ENEMEFU o 7 rano. Spać. O 12.30 po licznych próbach dotarłam do fryzjera i pani zrobiła mi próbną fryzure na studniówkę. Wyglądałam nienajlepiej. Jakbym miała wodogłowie. A na dodatek na moje włosy poszła puszka lakieru! Wyglądałam jak modelka Dolce&Gabana z FashionTV. Okropnie. Wieczorem przyszła Just na noc. Było smiesznie. Na poczatek długa lecz wygrana przez nas walka z moim komputerem i NFS:U2. Następnie Just dorwała się do moich zdjęć z ferii i wakacji. Już dawno się tak nie śmiałysmy. Nastepnie zdjęcia. Just była kotkiem i żulem z Centralnego a’la Brad Pitt w „Snatch”. A ja robiłam za Yoko z „Klątwy” i Monike Lewinsky. :P
Niedziela. Rano umyłam wreszcie głowę z tej tony lakieru. Potem wałki i kolejna wersja fryzury na 29. O wiele lepiej. :D A tak to zrobiłam prawie całą antologię. Tylko poprawić wstęp i słwoniczek, poszukać zdjęć i pójść z tym do Paulinki! :D

Podczas tego weekendu oglądałam za dużo telewizji. A do tego moja zbyt bujna wyobraźnia ciężko pracuje. Rezultat? Jestem smutna i jakaś przygnębiona. Czuje bezsilność. Nie myślę o utopii, tylko o realnych wydarzeniach. Ale do tego potrzeba wiele wysiłku, pracy, czasu, wiary, determinacji i motywacji. I szczęścia. „Życie jest jak poker – liczą się umiejętności, a nie szczęście”. Uda się. Jak nie to, to coś innego.

Niesamowite. W jednej minucie potrafię być odpowiedzlną osobą, która zmaga się z przeciwnościami losu, a strach i porażki budują sukces. A drugiej małą, bezbronną dziewczynką, która nie umie albo nie chce zrozumieć tego co się dzieje wokół niej; która potrzebuje dłoni by wstać, i ramienia by się wypłakać i czuć sie bezpieczną.

Teraz jestem małą dziewczynką, ale w przyszłości będę wzdzięczna za to że natknęłam się w ten weekend na WRP, AO i SD.

Nie wiedziałam, że zjedzenie skromnego posiłku z Nim da mi tyle radości. Dla takich chwil warto iść dalej. Nawet przez takie błoto kłamstw i wyimaginowanych pretensji, w którym teraz jestem. No i warto dla marzeń…