kasztanek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2005

I, I know what you did
Like a boy of summer gives his first kiss
Love, is dancing on my finger
He got to the heart of the matter and lingered
Now I’m walking with the living
I always liked Steinbeck and those old men whistling

We’re back, we’re back in San Francisco
We’re back and you tell me I’m home

Talking in the Mission
Over coffee this is my utopia
Then I’ll be your lady
As the ocean rises, the sun is fading

We’re back, we’re back in San Francisco
We’re back, we’re back in San Francisco
We’re back, we’re back in san fran

And now I feel the ever after
Over red wine on the eve of summer
The buzz, the buzz of the city
As we settle in it’s majesty
I, I know what you did
Like a boy of summer gives his first kiss

We’re back, we’re back in San Francisco
We’re back and you tell me I’m home

You tell me I am home
You tell me I am home
You tell me I am home
Back in San Francisco

And I know what you did in San Francisco
I know what you did in San Francisco
San Francisco

Milo mi czytac to wszystko w komentarzach i mailach. :D To naprawde mi pomaga i jest mile. Nawet nie wiecie ile dla mnie to znaczy… :*

Jestem tu – w SB – juz 4 pelen dzien. Pilnie chodze do szkoly i odsiaduje swoje. Czy sie ucze? Natuje to co wazne i odwalam domowki. Dzisiaj w rozmowie z kolega, doszlismy do wniosku, ze tu jestesmy ”not for STUDY, for F U N!”. Taaa…

Chcialam napisac co nie co o ludziach tutaj. Piszac tutaj cokolwiek nie chce obrazic / urazic ludzi ktorzy sa tutaj, przedstawicieli danych narodow anie nikogo innego.

Ponad 1/3 ludzi tutaj to Japonczycy. Osobiescie uwarzam, ze nie sa oni interesujacy. Cholernie niesmiali, cholerenie zamknieci i cholerenie niewyraznie mowia. Oczywiscie sa wyjatki, ale… Jakos tez nie ma o czym z nimi gadac. Przynajmnije ja nie moge zlapac kontaktu.

Druga silna grupa jest ekipa z Ameryki Poludniowej. To sa spoko ludzie. Zawsze weseli, usmiechnieci, mili i otwarci. Jak japonczycy ‚zamykaja’ sie w grupkach to Poludniowcy sa jak najbardziej otwarci. Najwiecej osob jest z Brazylii. W mojej grupie jest taki brazylijczyk, naprawde przystojny i mily. Fajnie z nim sie gada i nawet dzisiaj, gdy spal 8 godzin przez 2 noce, chial pogadac i byl usmiechniety. :D Koles z ktorym jak dotychczas spedzilam najwiecej czasu jest z Chile. Tez spoko wyluzowzny gosc. :D

Europa. Jest nas najmniej. W mojej grupie jest Dunczyk, Wloch i Niemiec. Wszyscy spoko, luz itp. Niemiec wydaje sie najfajniejszy, ale nie moge do niego ‚dotrzec’. No ale moze z czasem… ;)

No i jest jeden Amerykanin z obslugi. W sumie dwoch. Naprawde fajni ludzi. :D I’m lovin’ them.

Wniosek – najbardziej polubilam ludzi z Ameryki Poludniowej. Najbardziej mi obcej czesci swiata. Ale tam ludzie sa naprawde fajni. Zwlaszcza – brazylijczycy. To sa goscie ktorzych naprawde polubilam, chociaz znamy sie 4 dni. :D Teraz marze zeby pojechac do Ameryki Poludniowej, zwlaszcza do Brazyli. A najbradziej, 100 km na poludnie od Sao Paolo. :D

To chyba tyle… Czas wrocic do domu, odwalic domowke i cos zrobic ze soba.

Nie zdziwilo Was, ze pisalam tylko o ludziach plci meskiej? Coz… :P

Za 12 godzin bede w drodze na ferie. Ne ferie które dla mnie zaczęły się 4 dni wcześniej, niż powinny. W sumie ciesze się. Jade do rodziny, której nie widziałam od roku. Odiwedze miejsca obce, lecz tak dobrze mi znane i bliskie. Pojadę dalej i przybliże swoje marzenia. Przynajmniej – geograficznie. Moim zadaniem jest nauczyć się czegoś i dobrze się bawić. Taki mam zamiar. Będzie dobrze. Musi być dobrze. Ale, mimo wszystko, mam obawy i lęk. Że nie znajde tam kumpli, że sobie nie poradze. Wiem, że to tylko wyimaginowany problem, który w rzeczywistości jest bardzo malutki albo go wcale nie ma. Ale ja się boję…

Dzisiaj zrozumiałam, że otaczają mnie naprawdę wspaniali ludzie. Usyszałam wiele miłych i ciepłych słów. Niestety, dwa razy pojawiło się: „Ale wróć do Nas.”
Wrócę. Bo mam go kogo. Do ludzi, którzy są dla mnie wazniejszi niż powietrze. Którzy mnie rozumieją (lub chociaż starają zrozumieć). Którzy mnie akceptują. Którzy mnie chcą wysłuchać. Którzy mnie w taki bądź inny sposób kochają i potrzebują. Którzych ja kocham i potrzebuję.

Nie ważne jak bardzo chcę już być u dziadka, czy w miejsc docelowym mojej podróży. Dwa razy bardziej chce już wrócić i zrobić to, czego nie zdązyłam lub nie miałam okazji zrobić przed wyjazdem. Moze przesadzam. Ale jakieś ziarnko prawdy w tym jest.

Choć spędzę 3 tygodnie sama i będę zdana sama na siebie, to nie będę samotna.

Dziękuję wszystkim za wszystko… Trzymajcie się cieplutko i bawcie się znakomicie. Wróćcie wypoczęci i uśmiechnięci. :-)

Już tęsknię… :’-(

>>zdjecie spakowane w walizce<

Na początek – dziękuje wszystkim za życzenia. :* Nawet nie wiecie ile dla mnie znaczą te słowa… Szczególne podziękowania należą się Myseriousowi :* Dziękuje, że jesteście. Wszyscy, bez wyjątków.

We wtorek jade na ferie. Już we wtorek, 8 lutego. O 12:50. Wracam w niedziele – 28 lutego. Jadę daleko. B. daleko. Za granicę. Gdzie? Nie chcę o tym mówić… Mam zamiar dobrze się bawić, poznać dużo nowego i czegoś się nauczyć. Wiedzy typowo szkolnej i zyciowej.

* * *

Oh life goes on
And it’s only gonna make me strong

Rozmawiałam dzisiaj z pewną osobą, nazwijmy ją Q. Osobą, która zawsze jest uśmiechnięta, wesoła i radosna. Lecz dzisiaj karta się odwróciła. Q był/a smutny/a, przygnębiony/a… Rozmawialiśmy. Czułam się dziwnie pocieszając akurat Q. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz. Chyba zrobiłam dobrze i coś wskórałam. Jeżeli nie „wyciagnęłam” Q z tego dołka, to chociaż dałam do zrozumienia, ze nie jest sam/a. Powiedziałam Q komplemet (a raczej prawdę ;), którego mu/jej najwyraźniej brakowało. Dostałam w znamian piękne podziękowania. Mimo że wirtualne. Wiem, że to jeszcze nie koniec. ;) Że Q dotrzyma słowo, i spełni obietnicę. Prędzej czy później sprawi, że będę szczęśliwa. Chce już teraz, ale nie mogę mieć wszystkiego na raz. Muszę cierpliwie czekać… Wiem, ze potrafię… ;)

Cierpliwość jest drzewem, które ma gorzkie korzenie, ale bardzo słodkie owoce.

>> spojrzała na zdjecie w pomarańczowo-żółtej ramce, stojące na biurku; uśmiechnęła się do siebie; w ‚tle’ można było usłyszeć ”…beauty & the beast…” <

5 luty

5 komentarzy

Sława imienia Agata wiąże się z kultem świętej Agaty, jednej z wielu męczennic wczesnego chrześcijaństwa. Lepiej oszczędzić sobie wszystkich szczegółów jej okrutnej śmierci (dodam, że jedną z jej tortur było obciecie piersi w drastyczny sposób). Ważne jest, że żyła na Sycylii i zginęła od ognia. Dlatego właśnie, już jako święta, została patronką chleba. Chroniła również od pożaru, od uderzenia pioruna, a w swojej ojczyźnie – od wybuchu wulkanu. Została też patronką swej wyspy, Sycylii, gdzie do dziś nie brakuje ludzi o ognistym temperamencie.

Agata (a właściwie: „Agath”) po grecku znaczy „dobra”. Jednakże ów magiczny czynnik, który do dziś działa na kobiety noszące to imię, nie wiąże się wcale z nadmiarem dobroci, ale przede wszystkim z żywiołem ognia. Nam to imię kojarzyć się jeszcze może z agatem, czyli z bardzo twardym kamieniem, który jest używany do budowy wag i innych precyzyjnych mechanizmów. Liczbą tego imienia jest jedynka. Zatem według numerologii imię to jest odpowiednie dla osób samodzielnych, przywykłych do decydowania o sobie i innych, stanowczych i nie lękających się trudnego życia, w którym wiele rzeczy trzeba zaczynać od początku, od podstaw.

Imię Agata silnie działa na charakter dziewczynki, a później kobiety, która je nosi, wciąż je słyszy i wypowiada. Jego twarde dźwięki brzmią przecież jak wojskowa komenda! Zatem Agaty uczą się nie czekać, działać szybko i zdecydowanie; stają się wymagające i nie znoszą sprzeciwu.

Agaty umieją zmierzać do celu najkrótszą drogą. Zwykle wiedzą, czego chcą, są rozsądne i praktyczne. Znają się na silnikach, mechanizmach i budownictwie, i nie mają przesądów, że coś jest wyłącznie męskim zajęciem. W rodzinie zazwyczaj stają się jej głową; często ojciec i matka muszą się liczyć z opinią Agaty, kiedy jest jeszcze całkiem mała. Agaty lubią, kiedy w ich życiu wiele się dzieje. Nie przepadają za życiem zbyt uładzonym i monotonnym. Są miłośniczkami ruchu, wysiłku, sportu, konnej jazdy i górskich wycieczek. Agata jest wymagająca wobec siebie samej, innych też nie będzie rozpieszczać. Trudną stroną charakteru Agat jest to, iż uważają, że wiele im się od życia należy, potrafią żądać i stawiać warunki, i w żadnym razie nie poprzestają na małym. Życie wśród ludzi ułatwia im to, że trzymają się określonych zasad, potrafią być zdyscyplinowane i można polegać na ich słowie. Dobrze się sprawdzają w ramach instytucji i organizacji, i nie buntują się istotnego powodu. A do tego nigdy nie tracą fantazji.

Generalnie, taka jestem. W dzien moich 15 imienin w życiu zaczęłam się nad tym zastanawiać. Fakt, imię to (a raczej jego znaczenie) do mnie pasuje. Kiedyś nie lubiłam ani pełnego imienia, a tym bardziej Agatki. Bleee! Ale teraz to mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Kiedy ktoś nazywa mnie Agatką, robi mi się milej i … ;)

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich Agatek! :D W szczególności dla:
* Agaty z mojej klasy :*
* Agaty z EFu :*
* Agaty Zorby :*
* pani Agaty (od angielskiego) :*

Dzisiaj obejrzałam „Przypadkową dziewczynę” z Gwenyth Patrlow w roli głównej. Film jest generalnie o tym, jak życie jest zaskakujące i jak bardzo może się zmienić przez jedno zdarzenie. Helen właśnie została wylana z pracy i wraca do domu. I tu jest pokazane jej życie z dwóch perspektyw:
1. Helen niezdąrza na metro, wracajac zostaje lekko pobita, ale wraca do domui uważa, że jest wszystko OK (a tak naprawdę, to jej chłopak ma romans)
2. Helen wsiada do metra i poznaje Jamesa (fajny kolo, ale TYLKO z charakteru) oraz nakrywa swojego chłopaka z inną w łóżku.
Generalnie jo wolałąbym być Helen nr 2. Po tym trefnym dniu, dziewczyna zmienia się. Zewnętrznie (fryzura), ale przedewszystkim – wewnętrznie. Jest silniejsza, odwazniejsza, poświęca czas wspaniałemu facetowi (chociaż nie ma na to zabardzo ochoty). No właśnie. TEN facet, którego spotkała. Szaleniec (w dobrym tego słowa znaczeniu), który jest gotów dla niej zrobić dużo; i który chce jej na siłe pomóc i ją rozweselić. NA SIŁĘ, w pozytywny sposób. A nie tak jak niektórzy chcieli mi i komuś jeszcze pomóc.

Ale po filmie mam mieszane uczucia. Obawiam się, że jestem właśnie tą Helen nr 2 (generalnie wszystko się zgadza), że się obudzę jako ta gorsza Agata, którą byłam nawet nie tak dawno temu . Narazie idę ściażką z pieknymi widokami, ale krętą ścieżką. Ale to mi pasuje, bo to jest piękne. Wokól jest bardzo ładnie, zawsze ktoś pomoże mi wstać, a przeszkody choć są trudne do przjeścia, chce je pokonać. Ale idę przez tą ścieżkę sama. Nie mam z kim podzielić się tym. I to mnie chyba najbardziej boli. (nie bierzcie tego aż tak dosłownie – to jest alegoria)

* * *

Jutro szkolna dyskoteka. Cieszę się. Znów się wybawię, spędzę czas z przyjaciółmi (niestety – nie wszystkimi). Zastanawiam sie, co przyniesie jutrzejszy dzień….

Ta noc kończy się
nie pozwólmy odejść jej
głodni wrażeń obiecanych
w jeden wieczór, jeden taniec
by jej smak poczuć dziś
chłonę każdą z dusznych chwil
w bezlitosny, bo ostatni
jeden wieczór oddaj proszę
jeden taniec

Prowadź mnie
niech cały świat mi raz zazdrości
żadnych łez
dopóki świt nas nie rozłączy
prowadź mnie

W tę noc tańczyć chcę
chcę ubrana w swe słabości
czuć tak bliskość by
spijać z ust twych słowa
i głód nasycić przed rozstaniem
w jeden wieczór – ten ostatni
daj mi taniec


  • RSS