Dzisiaj obejrzałam „Przypadkową dziewczynę” z Gwenyth Patrlow w roli głównej. Film jest generalnie o tym, jak życie jest zaskakujące i jak bardzo może się zmienić przez jedno zdarzenie. Helen właśnie została wylana z pracy i wraca do domu. I tu jest pokazane jej życie z dwóch perspektyw:
1. Helen niezdąrza na metro, wracajac zostaje lekko pobita, ale wraca do domui uważa, że jest wszystko OK (a tak naprawdę, to jej chłopak ma romans)
2. Helen wsiada do metra i poznaje Jamesa (fajny kolo, ale TYLKO z charakteru) oraz nakrywa swojego chłopaka z inną w łóżku.
Generalnie jo wolałąbym być Helen nr 2. Po tym trefnym dniu, dziewczyna zmienia się. Zewnętrznie (fryzura), ale przedewszystkim – wewnętrznie. Jest silniejsza, odwazniejsza, poświęca czas wspaniałemu facetowi (chociaż nie ma na to zabardzo ochoty). No właśnie. TEN facet, którego spotkała. Szaleniec (w dobrym tego słowa znaczeniu), który jest gotów dla niej zrobić dużo; i który chce jej na siłe pomóc i ją rozweselić. NA SIŁĘ, w pozytywny sposób. A nie tak jak niektórzy chcieli mi i komuś jeszcze pomóc.

Ale po filmie mam mieszane uczucia. Obawiam się, że jestem właśnie tą Helen nr 2 (generalnie wszystko się zgadza), że się obudzę jako ta gorsza Agata, którą byłam nawet nie tak dawno temu . Narazie idę ściażką z pieknymi widokami, ale krętą ścieżką. Ale to mi pasuje, bo to jest piękne. Wokól jest bardzo ładnie, zawsze ktoś pomoże mi wstać, a przeszkody choć są trudne do przjeścia, chce je pokonać. Ale idę przez tą ścieżkę sama. Nie mam z kim podzielić się tym. I to mnie chyba najbardziej boli. (nie bierzcie tego aż tak dosłownie – to jest alegoria)

* * *

Jutro szkolna dyskoteka. Cieszę się. Znów się wybawię, spędzę czas z przyjaciółmi (niestety – nie wszystkimi). Zastanawiam sie, co przyniesie jutrzejszy dzień….

Ta noc kończy się
nie pozwólmy odejść jej
głodni wrażeń obiecanych
w jeden wieczór, jeden taniec
by jej smak poczuć dziś
chłonę każdą z dusznych chwil
w bezlitosny, bo ostatni
jeden wieczór oddaj proszę
jeden taniec

Prowadź mnie
niech cały świat mi raz zazdrości
żadnych łez
dopóki świt nas nie rozłączy
prowadź mnie

W tę noc tańczyć chcę
chcę ubrana w swe słabości
czuć tak bliskość by
spijać z ust twych słowa
i głód nasycić przed rozstaniem
w jeden wieczór – ten ostatni
daj mi taniec