Za 12 godzin bede w drodze na ferie. Ne ferie które dla mnie zaczęły się 4 dni wcześniej, niż powinny. W sumie ciesze się. Jade do rodziny, której nie widziałam od roku. Odiwedze miejsca obce, lecz tak dobrze mi znane i bliskie. Pojadę dalej i przybliże swoje marzenia. Przynajmniej – geograficznie. Moim zadaniem jest nauczyć się czegoś i dobrze się bawić. Taki mam zamiar. Będzie dobrze. Musi być dobrze. Ale, mimo wszystko, mam obawy i lęk. Że nie znajde tam kumpli, że sobie nie poradze. Wiem, że to tylko wyimaginowany problem, który w rzeczywistości jest bardzo malutki albo go wcale nie ma. Ale ja się boję…

Dzisiaj zrozumiałam, że otaczają mnie naprawdę wspaniali ludzie. Usyszałam wiele miłych i ciepłych słów. Niestety, dwa razy pojawiło się: „Ale wróć do Nas.”
Wrócę. Bo mam go kogo. Do ludzi, którzy są dla mnie wazniejszi niż powietrze. Którzy mnie rozumieją (lub chociaż starają zrozumieć). Którzy mnie akceptują. Którzy mnie chcą wysłuchać. Którzy mnie w taki bądź inny sposób kochają i potrzebują. Którzych ja kocham i potrzebuję.

Nie ważne jak bardzo chcę już być u dziadka, czy w miejsc docelowym mojej podróży. Dwa razy bardziej chce już wrócić i zrobić to, czego nie zdązyłam lub nie miałam okazji zrobić przed wyjazdem. Moze przesadzam. Ale jakieś ziarnko prawdy w tym jest.

Choć spędzę 3 tygodnie sama i będę zdana sama na siebie, to nie będę samotna.

Dziękuję wszystkim za wszystko… Trzymajcie się cieplutko i bawcie się znakomicie. Wróćcie wypoczęci i uśmiechnięci. :-)

Już tęsknię… :’-(

>>zdjecie spakowane w walizce<