kasztanek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2005

Pewnego dnia młoda kobieta otrzymała 12 róż z bilecikiem, na którym napisano: „Od osoby, która cię kocha”. Nie było jednak podpisu.

Kobieta nie była zamężna, jej myśl pobiegła więc do mężczyzn jej życia: do dawnych sympatii, do nowych znajomych. „Może to matka i ojciec? Jakiś kolega z pracy?”

Zrobiła w myśli listę ewentualnych osób. Wreszcie zatelefonowała do swej przyjaciółki, by ta pomogła rozwiązać zagadkę.

Jedno zdanie przyjaciółki nagie podsunęło jej myśl.

- Powiedz, to ty przysłałaś mi te kwiaty?

- Tak.

- Dlaczego?

- Gdyż ostatnio, gdy rozmawiałyśmy, byłaś w czarnym humorze. Chciałam, byś spędziła jeden dzień, myśląc o WSZYSTKICH osobach, które ciebie kochają.

O kim bym pomyślała i co bym zrobiła, gdybym to JA dostała taki bukiet z TAKIM bilecikiem…….?

* * * * * * * * * * *
PS. 01.04.2005

Wywaliłam jeden wpis z xsięgi. Tak, był on obraźliwy i niemiły. Wywaliłam go tylko dlatego, że zarzucał mi coś czego nigdy nie napisałam ani nie powiedziałam.
Dziewczyno (chłopaku ?) zastanów się – mówisz że jestem beznadziejna. a niby skąd wiesz? Użycie ksywki nieczyni z ciebie najlepszej. ;/

świeta

1 komentarz

Pierwszy dzień świąt spędziłam u dziadka. Generalnie co roku czuję się jakbym jadła w prosektorium. Ale, naszczęście, w tym roku było inaczej.

Była masa ludzi. Chyba z 20-25. Dziadek jak zawsze miał jakieś odpały, pieprzy od rzeczy (np. to nasze ostanie święta razem – tak mowi od 5 lat) itp. Ale było też młodsze pokolenie. Lecz największe wrażenie zrobił na mnie Marcin – około 22 letni chłopak, którego nie kojarze za dobrze. Nawet nie wiem kim on dla mnie jest, dokładnie. Ale jedno mogę stwierdzić napewno – jest przystojny, miły, zabawny, czarujący….. ;)
Niesamowite.

A jutro mnie czekają chrzciny. A potem rodzinna wyżera. 30 osób w dwupokojowym mieszkaniu. Fajnie, gdyby nie to, że połowy osób nie będę znała. No ale moze to i lepiej. Może znowu zaobserwuje jakieś ‚interesujące odkrycia antropologiczne’………
;)

* * *

Patrzę na 7 cyfr i myślę, jak te dni się niemiłosiernie ciagną. Zastanawiam się, kiedy spełnisz 2 obietnice, które mi złożyłeś. Czekam na każdy Twój uśmiech, każdy Twój dotyk, każde Twoje spojrzenie………

”Ty pierwszy mnie dostrzegłeś, kiedy byłam niewidzialna.”

Nie chcę tego stracić. Nie chcę tego spieprzyć.

Więc proszę Cię blisko bądź, kochaj mnie
Trwaj przy mnie, bo wokół zburzone morze
Tylko Twoja dłoń. Stały ląd.

Żyj z całych sił, życie tli się płomieniem tu
Wątły i łatwo zagasić go.

Jego pocałunek, dotyk, usmiech, zakłopotanie, spojrzenie.
Tak łatwo to zgasić; sprawić że coś pięknego i nadzwyczajnego zniknie równie szybko jak się pojawiło.

Najgorsza w tym wszystkim jest bezsilność. Mimo że mam wystarczajaco dużo odwagi, śmiałosci i wiary, nie możemy zrealizować mojego/naszego pragnienia. Czy o tak wiele proszę?

Naszym wrogiem jest czas…

I see trees of green, red roses too
I see them bloom for me and you
And I think to myself what a wonderful world.

I see skies of blue and clouds of white
The bright blessed day, the dark sacred night
And I think to myself what a wonderful world.

The colors of the rainbow so pretty in the sky
Are also on the faces of people going by
I see friends shaking hands saying how do you do
They’re really saying I love you.

Wiecie co? Czasami lepiej nie myśleć o tym co się robi. Rozum jest wrogiem. Lepiej zaufać sercu i zrobić to, co ono mówi. Strach jest wytworem umsyłu. A pokonanie go jest, wbrew pozorom, bardzo łatwe. ;)

Szkoda, że tak późno. Ale lepiej późno niż wcale. ;) A i tak to mogło sie dalej ciągnąc.

LUV YA. Przykro mi.
STAY BLACK! :D :*

Życie mi się pieprzy… Serio.
To co było wczoraj, dzisiaj jest zupełnie inne.
Czasami nie mogę uwierzyć, że ja coś takiego zrobiłam, czy coś innego powiedziałam.

Ból z rytmem odmierza czas
(…)
Wszystko to co dzisiaj dobrze znasz
Jutro już czymś innym jest i inną nazwę ma
(…)
Wszysrtko sie zmienia oszukujac nas
Wszystko to pewne jest jutro musi zmienić sie

Spieprzył się też świat wokół mnie. Zmienił się o 180 stopni. To co dobrze znałam i byłam do pewnych spraw przyzwyczajona, zmieniły się. Niektóre sprawy mi łatwo zaakceptować, inne trudniej. Lecz nieunikne tego, chociaż czasem to boli.

Everything is fucking up in my life.

* * *

Wyzwania rzucasz i kusisz los
Na przełaj gansz do celu wciąż na wprost
Skarbem twym jest to co wiesz
Bo to jest to co w życiu liczy się
Każdy twoj kolekjny maly krok
Prowadzi cie
Przybliza cie
Osiagniesz wkrótce go

Don’t want to depend on no one else
I’d rather rescue myself

Mam prawie 16 lat. Wszyscy na około mówią ze jestem dorosła. Ale co z tego, skoro nawet nie jestem samodzielna? Skoro we wszystkim mnie wyręczają albo chodzą za mną i mnie spychaja na drugi plan? Radze sobie jakos – dawalam sobie świetnie rade na feriach, ale w domu ugotowanie obiadu lub swobodna rozmowa z kolegą jest dla mnie wyzwaniem.

15 lat 7 miesięcy i 3 dni a ja nadal nie jestem samodzielna. I to ma czasem wiele wad i potrafi ranić.

Under a lover’s sky
I’m gonna be with you
And no one’s gonna be around
If you think that you won’t fall
Well just wait until, ’till the sun goes down
Underneath the starlight starlight
There’s a magical feeling so right
It will steal your heart tonight

You can try to resist
Try to hide from my kiss
But you know, but you know
That you, can’t fight the moonlight
Deep in the dark you’ll surrender your heart
But you know, but you know
That you, can’t fight the moonlight
No, you can’t fight it
It’s gonna get to you’r heart

Obejrzałam film, który chciałam zobaczyć od jakiś 2 lat. Wreszcie się udało.

„Coyote Ugly – Wygrane Marzenia”

Film naprawdę świetny. Daje do myślenia. ;) Opowiada o dziewczynie, która przenosi się z małego miasteczka do NYC i tam chce komponować piosenki. Lecz wszystko jest przeciwo niej. Zaczyna pracować w barze „Coyote Ugly”, co nie jest łatwe. Poznaje wspaniałego faceta i mimo trudności i kłopotów realizuje swoje marzenia. Naprawdę świetny. Na sam koniec płąkałam jak bóbr. wiem, głupie, bo film nie należy do wyciskaczy łez.

Płakalam, bo tak wiele mnie łączy z Violet.

* * *

Tekst z layoutu chyba jest prawdą, tak mi się przyanjmniej wydaje. :)

Taka jestem bogata. ;)

8 marca

1 komentarz

‚Każda kobieta jest tajemnicą, którą trzeba rozwiązać ale kobieta nic nie ukryje przed prawdziwym kochankiem. Kolor jej skóry może nam powiedzieć jak postępować. Barwa jak rumieniec róży, różowa i blada i musi zostać namówiona do otwarcia swoich płatków z ciepłem jak słońce. Blada i nakrapiana skóra rudowłosych woła o żądzę fali uderzającej w brzeg więc możemy wywołać to co leży pod spodem przynieść pieniącą radość miłości na powierzchnię.’

‚Kiedy mówię, że wszystkie moje kobiety są olśniewająco piękne, oni protestują. Nos jednej jest za duży, biodra następnej są być może za szerokie, trzeciej są za małe. Ale ja widzę te kobiety takimi, jak naprawdę są: wspaniałe rozpromienione, spektakularne i doskonałe ponieważ nie jestem ograniczony przez swój wzrok. Kobiety reagują na mnie w ten sposób, Don Octavio, ponieważ wyczuwają, że szukam piękna wewnątrz nich dopóki ono nie obezwładni wszystkiego innego i wtedy nie mogą uniknąć żądzy wyzwolenia tego piękna i okrycia mnie nim.’

Dzisiaj dzień kobiet. A zamiast czuć się wyjątkowo, jest mi źle. I to nie dlatego, że nie dostałam dzisiaj kwiatka. Czułam się wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju w sobotni wieczór, w długi weekend, w piątkowe popołudnie -jedno i drugie. Ale dzisiaj coś pękło. Jak zwykle wyolbrzymiam, robię z igły widły i bredze. Ehhhh… Whatever… Who cares…?

W dniu kobiet tylko jeden facet okazał się Don Juanem. A drugi nadawał by się do tej roli. 2 podczas całego dnia…

Wiecie co jest najpiękniejsze u facetów?
Kiedy mówi do dziewczny ciszej i spokojniej, a w jego głosie jest czułość.

* * *
159 notka od lipca 2002.

przefrunął niepewny
zniknął
ptak
poruszył skrzydłami
falę dni
rozbiła się o statku twarz
zniknęła razem z nim

przeminął już czekania czas
do brzegu poprowadzi nas
spokojnej burzy znany szlak…

nie zatrzymujmy się
już czas


Nic dodać, nic ująć. Tylko:

„Cierpliwość ma gorzkie korzenie, ale słodkie owoce.” ;)

W poniedziałek nareszcie wrociłam do domu. Mój samolot z LA się spoznił 4 godziny, więc nie zdążyłam na lot do Warszawy. Ale naszczęście, ludzie z LOTu na lotnisku JFK byli bardzo mili, przyjemni i zatroszczyli się mną, gdy byłam w stanie prawie-histerii. No ale wszystko się dobrze skończyło i o 10 w poniedzialek rano byłam już w domu. :)

No a dzisiaj spotkałam się z kochaną Just. Wypad do kina na świetny film – Meet the Fockers. Polecam gorąco. ;D

Moich ferii nie da się opisać słowami. Zdarzenia i wszystko można, ale tego jak ja sie czułam tam i czuje teraz, uczuć, myśli… To jest niedoopisania. Tam poprostu trzeba być i przeżyć to… ;) Miejsce, szkoła, atmosfera – niesamowite i niepowtarzalne. Najgorsze jest to, że najbardziej zaprzyjaźniłam się z chłopakiem z Chile. O ironio… Ale, w gruncie rzeczy, 13 tys kilometrów to tylko 13 tys kilometrów. ;) Ważne, że się zaprzyjaźniliśmy, spędziliśmy razem wiele przyjemnych chwil (w szczególności w SF) i było bardzo przyjemnie. Ale naszczęście inni wspaniali ludzie, których poznałam miszkają bliżej – Dania, Niemcy i Włochy. ;)

Przebojem może nie radiowym, ale szkoły EF była piosenka stara, ale dobra. Po lekcjach, na korytarzu było słychać melodie i wszyscy spiewali lub nucili sobie ją pod nosem.

THE EAGELS – HOTEL CALIFORNIA

(…)
And I was thinking to myself,
‚This could be Heaven or this could be Hell’
Then she lit up a candle and she showed me the way
There were voices down the corridor,
I thought I heard them say…

Welcome to the Hotel California
Such a lovely place
Such a lovely face
Plenty of room at the Hotel California
Any time of year, you can find it here

(…)
And still those voices are calling from far away,
Wake you up in the middle of the night
Just to hear them say…

Welcome to the Hotel California
Such a lovely place
Such a lovely face
They livin’ it up at the Hotel California
What a nice surprise, bring your alibis

Last thing I remember, I was
Running for the door
I had to find the passage back
To the place I was before
‚Relax,’ said the night man,
We are programmed to receive.
You can checkout any time you like,
but you can never leave!

* * *

Happy birthday, Julian! You are great men. Chociaż nie spędziliśmy ze sobą za dużo czasu, to piątek, te 10 sekund, były wspaniałe. Naszczęście, dzieli nas tylko rok różnicy i naprawde mało kilometrów! Może uda nam się spotkać…

Bardzo bym chciała. ;)


  • RSS