Pierwszy dzień świąt spędziłam u dziadka. Generalnie co roku czuję się jakbym jadła w prosektorium. Ale, naszczęście, w tym roku było inaczej.

Była masa ludzi. Chyba z 20-25. Dziadek jak zawsze miał jakieś odpały, pieprzy od rzeczy (np. to nasze ostanie święta razem – tak mowi od 5 lat) itp. Ale było też młodsze pokolenie. Lecz największe wrażenie zrobił na mnie Marcin – około 22 letni chłopak, którego nie kojarze za dobrze. Nawet nie wiem kim on dla mnie jest, dokładnie. Ale jedno mogę stwierdzić napewno – jest przystojny, miły, zabawny, czarujący….. ;)
Niesamowite.

A jutro mnie czekają chrzciny. A potem rodzinna wyżera. 30 osób w dwupokojowym mieszkaniu. Fajnie, gdyby nie to, że połowy osób nie będę znała. No ale moze to i lepiej. Może znowu zaobserwuje jakieś ‚interesujące odkrycia antropologiczne’………
;)

* * *

Patrzę na 7 cyfr i myślę, jak te dni się niemiłosiernie ciagną. Zastanawiam się, kiedy spełnisz 2 obietnice, które mi złożyłeś. Czekam na każdy Twój uśmiech, każdy Twój dotyk, każde Twoje spojrzenie………

”Ty pierwszy mnie dostrzegłeś, kiedy byłam niewidzialna.”

Nie chcę tego stracić. Nie chcę tego spieprzyć.