Czuję się jakbym
wciąż błądziła we mgle
Za nią samotne drzewo
pod którym chcę usiąść
i dotknąć
ukryte wśród złotych liści szczęscie
Byłam tam nie raz
Wschodzące słońce mówiło:
trzeba wracać
a ja nie chciałam
odejść
Może błądziłam nieostrożnie
w niebezpiecznej krainie snów?
Cóż, gdy ten sen wydawała się
bardziej rzeczywisty od tego
którym dziś karmią mnie zmysły
Nie mogę uwierzyć,
że to dzieje się naprawdę,
Zabawny teatrzyk,komiczne przedstawienie…
Gdzie w tym wszystkim prawdziwa ja?
Sztylet wbity prosto w serce
krwawa blizna nie chce się zagoić
Tak boli samotność
rozdarta przepełnionym bólem
cichym krzykiem
Orła, który okaleczone ma skrzydła
Już nie poleci ze mną
w krainę snów
Zranione skrzydła.
zranoina wiara,
przepełniona strachem myśl o jutrze,
które może nie nadejść
Błądzę we mgle
Nie wrócę już tam
pod samotne drzewo
Orzeł nie weżmie mnie
na swoje wielkie, silne skrzydła
bo właśnie umiera
z pustką w oczach
w moich bezradnych dłoniach
Zostanę tutaj
pomiędzy rzeczywistością
a krainą snów
Nade mną niebo
mimo wszystko tak
intensywnie błękitne
Może zlituje się nade mną
i utonę w słodkim zapomnieniu
w tym błękicie
Czekam na śmieć
jak na przyjaciela,
który otrze ostatnią łzę
Czekam
naiwna
wytęsknionymi oczami wyglądam
wyciągam ręce ku niebu
Może wzejdzie słońce
zostawi ostatni ocalały
promień nadziei
Ale…
nic się nie dzieje
Stoję
pośrodku
nieba i ziemi
We mgle błądzę
bez ratunku
bez powrotu
bez celu

Cóż mogę dodać…? Wiersz jest chyba wymowny i jednoznaczny. Nie jest AŻ tak źle… Ale czasem mam naprawdę dosyć, chce o WSZYSTKIM zapomnieć; zgubiłam się.

Where I can find fight club?