Od roku próbuje zmienić swoje życie. Nie wiem czy na lepsze. W każdym bądź razie – na inne. Lecz tak naprawdę, największe zmiany zachodzą teraz – nowa szkoła, nowi ludzie, nowe obowiązki itp itd. Jak będzie, to sie okaże.

Ostatnio chyba zrozumiałam do czego dążę. Na co powinnam poświęcić mniej, a na co więcej czasu. Skoro dom to piekło, to po co mam tu siedzieć i się męczyć, skoro wokół jest dużo ciekawych zajęć i rzeczy. Czuję, że właśnie to piekło mnie zmieniło. Czuję, że jestem gorszą osobą, niż np. miesiąc, półtora temu. Czasem nie mogę wytrzymac sama ze sobą. Usiąść i ryczeć? Tiaaa, ale to tylko prowadzi w depresje, załamanie nerwowe itp. Pozatym, i tak wystarczająco sama się niszczę. Autodestrukcja. Chcę być lepszą osobą i żeby inni to zobaczyli. Bo tak, to słyszę wszystko o sobie, kierowane do inych osób. A kiedy przychodzi powiedzieć coś o mnie to słyszę „Lubię cie za … eee …. i w ogóle … no … za DŻORDŻIOWATOŚĆ!.”

A nie o to chodzi.

Chyba nareszcie wiem czym są marzenia i co to jest pasja. Mam te marzenia, wolę walki, silną wolę, entuzjazm – tylko głęboko ukrtyte. Tym razem nie zwątpię, będę dokońca. CO NAS NIE ZABIJE TO NAS WZMOCNI. I tego trzymać się trzeba.

Skoro inni potrafią i im się udało, to dlaczego ja mam być gorsza? Jeżeli nie spórbuje, to się nie przekonam.

„Spełnionych marzeń napiszemy wzór” ;)

PS. Najpiekniejsze błękitne oczy. ;]