W środę wróciłam z obozu. Było dobrze, aczkolwiek mogłoby być lepiej. Z powodu 2 pannienek z mojej wachty jak i pewnych sytuacji / układów na obozie. Ale nie będę wnikać.

Żeglarstwo mi się bardzo spodobało. Podczas tych dwoch tygodni nauczyłam się naprawdę dużo. Knagowanie weszło mi w krew. Klarowanie nie sprawia mi problemu, lecz zdażają się ‚radosne’ buhty. Cumowanie, kotwica, overholing i kładzenie masztu nie są czarną magią. Jedynie sterowanie jest sprawia mi trudność (cóż – aby skręcić w lewo musisz sterem skręcić w prawo o.o).

ITAKA. Najlepsza SupernovaS 660 (Sasanka 660 lub Abecadło) na Mazurach. Chociaż miecz sie zacinał, płetwa nie chciała się opuścić a drzwiczki od szafki z naczyniami odpadały i tak jest najlepsza. :D

~ * ~ * ~ * ~

W czwartek rano obudziłam się z potwornym bólem gardła. Tak mnie napieprzało, ze przełkniecie śliny było wyzwaniem (niczym ‚Chwila Prawdy’). Naszczęście dzisiaj już dostałam leki i mam nadzieje, że jakoś w najbliższej przyszłości mi przejdzie. Najciekawsdze jest to, że tabletki na gardło mają 2 cm długości, 1 cm szerokości i 0,5 cm grubości. Ciekawe kto z opuchniętym i bolącym gardłem to połnie…
Co kto lubi.

~ * ~ * ~ * ~

Dzisiaj na noc przyjdzie Just. Jeszcze mnie czeka weekend z nią. Cieszę się, bo od września nasze ścieżki się rozchodzą – inne licea. Prawdopodobnie ostanie tak beztroskie chwile…
:)