No więc. Czasu nie marnuje.
Wczoraj – spotkanie z Just. Najpierw kino – Mr. & Mrs. Smith. Szczerze mówiąc – zawiodłam się. Pomysł i obsada dobra. Ale… za długie i zbyt perfekcyjne. Utopia. Potem oglądanie zdjęć Just z rodzinnego wyjazdu do Szwecji. Bardzo fajne. :) Musiało być śmiechowo i bardzo fajnie. ;D A potem jeszcze długie i dziwne rozmowy… I tak zleciała niedziela. ;)

Dzisiaj – spotkanie z Natalią i wspominanie starej szkoły i klasy. Potem do Galerii Mokotów, znów do kina. Tyma rzaem z Elą z obozu żeglarskiego i jej kolerzanką, która będzie w Kochanowskim. „Pretty man, czyli chłopak do wynjaęcia” jest bardzo fajnym filmem. Śmieszne, lekko zakręcone, romantyczne, ‚wrażliwe’. Just perfect. Lecz… takie filmy to dziwna sprawa. Teraz.

Od wczoraj prześladuje mnie piosneka Michaela Buble „Home”. Jest to niewątpliwie ładna i wzruszająca kompozyjca; ona ma to ‚coś’.

Maybe surrounded by
A million people I
Still feel all alone
I just wanna go home
Oh I miss you, you know

* * *

Teraz marze tylko zeby się zrzygać. Serio. Ale wsadzanie sobie palcy nie pomaga. Mój organizm przewidział takie akcje i się uodpornił wczesniej. Cóż.

Drugim pragnieniem jest pójść spać i obudzić się za długi czas. Nie jest dobrze. Ostatnio moj nastrój to skrajnosci. Najpierw mam dołek psychiczny, jakieś dziwne myśli a zaraz potem wielki entuzjazm, radość dziecka a to tylko po to żeby znów ‚spaść’… i tak wkółko… ;/

„Wake Me Up When September Ends….”

Green Day 4 Eva.