Wróciłam. Wakacje się teoretycznie skończyły.

Rowy 2005. Przyznam, ze było bardzo bardzo fajnie. Nie spodziewałam się tego. Wszystko dzięki spotkaniu ‚klienta’ mojej mamy z pracy. Aże owy ‚klient’ okazał się bardzo fajnym 22-letnim męzczyzną, i na dodatek z nieprzecietnie dobrym poczucicem humoru. Taaa. Jacek i Magda (jego dziewczyna) to naprawdę wykątkowi i fajni ludzie. W ciągu 5 dni naprawdę zzyliśmy się. Ja – 16 lat, oni – 22 i moi rodzice – po 40. Jedynym problemem były moje sprzeczki z rodzicami. Znów czułam się cieniem i czasami zastanawiałam się czy to napewno ja jestem młodsza, czy ja jestem dzieckiem. Cóż.

Ten wyjazd zostanie niezapomniany.

Piękna pogoda.
Zajebiści ludzie.
„Ala to piękne imię każdej przystoi dziewczynie, Andrzej to imię męskie – u nas darmowe weekendy od piatku od 18″ i różne tego wersje.
Nocne msze odprawiane z instrukcji do telefonu NOKIA 6610.
Rozwolnieniu.
I napewno paru innym sytuacjom / zjawiskom… ;P

* * *

Duży buziak dla Just za to poświęcenie. Kiler żyje dzieki Tobie! :*

* * *

Wada wymowy, a dokładnie miękkie ‚R’ (tak deliektnie) jest naprawdę ‚fajne’. To takie słodziutkie, w szczególności u facetów. >;)