Sprawa z poprzedniej notki nieaktualna. Wszystko się zmieniło. Posypało się niczym pieprzony domek z kart. I dobrze. Może i oczekiwałam czegoś. Ale nie ja, tylko moje ciało. BIS potrzebował kontatku fizycznego, a nie miłości. A że się tak nie stało…. to bardzo dobrze.

Czuję się źle. Gdy ‚nauczyłam’ się czegoś ‚nowego’, ‚przyjemność’ z posiadania tej wiedzy jest mi odbierana.

Dlaczego jeżeli mam swoje zdanie i chce coś zmienić lub chociaż powiedzieć, nie jest mi to dane? Dlaczego tam gdzie mam do tego prawo jest mi to odbierane? Oczywiscie nie przez wszystkich, ale pare osób czycha na mnie z nożyczkami, aby przyciąć mi skrzydła. Skrzydła, które nareszcie są duże i pokryre śnieżnobiałym puchem z pojedyńczymi kolorowymi piórkami; raz różowym, o tam jest i niebieskie, a tam, na końcu, zielone.

Lecz to co się dzieje na codzień znika, gdy nastaje weekend. W sobote i niedziele jestem kimś innym. Tak jakby alter ego. Gdzy przekraczam próg, mówie „Dzień dobry”, schodzę na dół, uśmiecham sie do pani dostajac metalową blaszke i zmieniam ubranie. Gdy zakładam bluzkę, to tak jakbym zakładała maskę. Wkraczam do innego świata z chwilą gdy stoję na czarnej, zniszczonej podłodze, przed sobą widzę krzywe odbicie w lustrze, a promienie słoneczne wpadają przez stare okna. Tam czuję się szczęśliwa. I choć nie jestem najlepsza, wspaniała i wogóle, to tam jest inaczej. Tam chcą mi pomóc, nauczyć czegoś. Tam zamiast podcinać, dodaja mi sił i pragną, abym się wzibiła i poleciała i dosięgnęła gwiazd. W ‚świątyni’ jestem. ;}

Lecz oprócz tego alternatywnego świata, mam inne miejsce. Magiczne miejsce. Mały punkt w którym żyją moje marzenia. Tam one śpią, żywią się i rozwijają sie, aby się spełnić. One nie wiedzą, co to strach czy wstyd. Gdy któreś z nich uzna, że czas opuścić ‚magiczny’ punkt, nie zważa na przyziemne rzeczy. Gdy uzna, że już jest na tyle dojrzałe by się spełnić, ja nie mam na to zasadniczego wpływu. Owszem, mogę powiedzieć NIE. Tylko po co? Nie zabije części mnie. Tylko marzenia mają to do siebie, że żyją w tym magiczneym małym punkcie na Ziemi i opuszczają go kiedy one tego chcą. Ale można powiedzieć, że to jest ich zaleta, a nie wada. ;)