Mimo że jestem jeszcze chora, a raczej nie-dokońca-zdrowa, poszłam do szkoły. Nie było to mądre posunięcie…

Jak zwykle spotkałam się z Karolincią na stacji metra. Ja zwykle stanęłam po lewej stronie schodów, na 2 schodku i czekałam na Nią. I jak zwykle ludzie przyglądali mi się jakbym wyglądała ‚inaczej’, albo robiła róźne,dziwne rzeczy. O_o No tak w końcu stoję spokojnie w jednym miejscu, mam plecak i pewnie jestem terrosrystką grupy „Króliczek Uzurpator”. Zapewne. Ale dzisiaj te spojrzenia były wyjątkowo natrętne. No, ale może tylko mi się wydawało, bo przez 5 dni siedziałam w domu, żyłam w ‚innym świecie’ (dosłownie i w przenosni :P) i moim głównym zadaniem było przetwarzanie chusteczek higienicznych. Myśląc, że to tylko wytwór mojej wyobraźni ruszyłam do szkoły. I tam zaczął się dramat. Horrorem tego nie mogę nazwać, bo krew się nie polała. Niestety.

W niespełna 10 minut po przekorczeniu bramy szkoły zostałam zaatakowana. Gdzie są zdjęcia klasowe? Od połowy klasy zamiast „cześć” usłyszałam „zdjecia”. A jeszcze od osoby, od której najmniej się spodziewalam jakich kolwiek oskarżeń, miała do powiedzenia najwięcej. ‚Sorry Agata, ale mogłaś to załatwić wcześniej, to już tylko twoja wina.’ Taaaa… Ale gdyby 27 osób przyniosło pieniądze w ciągu tygodnia to byście mieli ten świstek papieru wcześniej. Bo nie ukrywajmy – te zdjecia to kawałek papieru, kolorowy i błyszący z jednej strony, a biały i matowy z drugiej. Lecz muszę przyznać, że na tym zdjeciu wyszłam normalnie i…..ładnie. ;)

Potem dodatkowy angielski. Lekcja jak zawsze nudna, bezużyteczna, dołujaca, denerwujaca et cetra. Facet zwrócił na mnie łąskawie uwagę, kiedy wysyłałam 4 SMSa. Brawo i dziękuje. Na szczęście to była prawdopodbnie moja ostania lekcja w EF. Thank’s God.

Nawet przedmioty martwe są dzisiaj przeciwko mnie. Kiedy między szkołą a EFem chciałam posłuchać muzyki, moja wieża się zbuntowała. Radio trzeszczało, a odtwarzacz uważał, że nie ma płyt. Kłamał, bo miał. Tym razem to siła zwycięzyła nad rozumem. ;) Ale, niestety, i tak zostałam ‚pokonana’. Wybuchłam……..

Ale dzisiejszy dzień miał, o dziwo, też pozytywne strony.
1) Język polski. Dostałam najtrudniejsze zadanie, ale pani ze stoickim spokojem stwierdziła, że kto jak kto, ale ja z koleżanką damy sobie z tym radę. Pozostawiając mnie w szoku, pani (profesor) odeszła….
2) Dom. Moja mama wychwalała mnie mojemu dziadkowi. Rozmawiała z Nim przez telefon, a ja tylko słyszałam kawałek rozmowy. Ale zrobiło mi się bardzo miło. Miałam łzy w oczach. Przecież nie trzeba przekonywac kogoś o moich zaletach, jeżeli ten ktoś mnie zna od urodzenia…

Dwa wnioski wyciągnięte z koszmarnego dnia dziejszego:

1) Gorzej już być NIE MOŻE.

2) Tyle było dni do utraty sił
Do utraty tchu tyle było chwil
Gdy żałujesz tych ,
z
których nie masz nic

Jedno warto znać , jedno tylko wiedz , że

Ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy
Ważnych jest kilka tych chwil , tych na które czekamy
;)