Tytuł taki a nie inny, bo kojarzy mi się, mimo wszystko, pozytywnie z klasową Wigilią w Zakopanem. :)

Wszystkim znajomym, przyjaciołom, kolegom, rodzinie oraz sobie życzę:

*aby te święta były ciepłe, rodzinne i niezwykłe.*

*aby nastrój, humor, zachowanie i nastawienie nie było sztuczne i nieszczere, tylko prawdziwe i prosto z serca. I aby zostało na dłużej niż tylko te 3 świąteczne dni…*

*aby w ten magiczny dzień zapomnieć o kłopotach, zmartwieniach, waśniach itp. i radować się magią świąt; może niekoniecznie z tego że X lat temu narodził się Chrystus, ale że jesteśmy razem z rodziną wpsólnie przy jednym stole*

*aby pod choinką lub substytutem jej (np. tulipany :P) były wymarzone prezenty. Wiem, że to nie jest najważniejsze, ale to zawsze miło znaleźć coś pod tym krzaczkiem. Sobie życzę tego pośrednio – dla mnie wymarzone prezenty nie są materialne. Marzę o prawdziwym szczęściu rodzinnym, o szczerości, prawdzie o zagrzebaniu sporów z niektórymi osobami, o daniu mi szansy zaistnieć, o ukochanej osobie przy boku… taaak… Ani święty, ani nawet renifer nie pomogą mi w tym, tak bardzo, jakbym tego chciała.*

*abyśmy wszyscy byli zdrowi, w jakimś stopniu szczęśliwi, abyśmy mieli marzenia i dążyli do ich spełnienia i abyśmy byli zadowoleni z siebie i własnego życia. :)*

Gdy to pisałam, dziwnie się czułam… Trochę smutna, przygnębiona, zamyślona… Lekko wzruszona. Nie czuję atmosfery tych świat. Moze dlatego, że najbardziej brakuje mi ciepła, którego nie znajde ani pod choinką ani w karpiu.