Dzisiaj kolega rozjaśnił mi umysł… Opis na gg (–> Chile wita bye bye poland) otworzył mi oczy. „Open your eyes” – głos Penelope Cruz z ‚Vanilla Sky’ (filmu, ktory byjl jak dla mnie za dlugi i za trudny) przeszył moją głowę.

Chile… I nie widziałam nic. Nie znajdowałam się w swoim, nota bene posprzątanym, pokoju tylko w kompletnej ciemności. Przez myśli przetaczały się setki wspomnień, a przed oczami, jak zdjecia z polaroidu, sceny z lutego 2005. z ferii.

To mi otworzył oczy… Rok temu. A ja poprostu zapomniałam. Tak jak się zapomina o niemiłym sprzedawcu w sklepie, samochodzie który Cię miną czy o nudnym programie w tv, który oglądasz żeby zapomnieć o problemach. A ja tak ‚potraktowałam’ przyjaciół. Jezu, czuję się głupio. Jak szmata. 365 dni. >.<

Pamiętacie przypowieść o synu marnotrawnym?
Było dwóch synów – jeden został z ojcem i ciężko pracował, a drugi poszedł w świat i stracił cały swój majątek. Drugi syn przyznał się przed samym sobą, ze źle żrobił i wrócił do ojca i go przerposił. Starzec się ucieszył i urządził ucztę z okazji jego powrotu. Pierwszy syn zdziwił sie bardzo i naskoczył na ojca, ze jemu nawet nie pzowala na meł przyjecie z przyjaciółmi. Staruszek odparł mu, że pierwszy syn jest przy nim zawsze i wszystko co staruszka to pierwszego syna. Lecz trzeba się cieszyć, ze drugi syn zrozumiał swój błąd, przynał się do winy i przeprosił.
Wniosek? Mam nadzieje, że moim ‚starzy’ przyjaciele mi ‚wybaczą’ długą nieobecność i będzie dobrze. :)
Nadzieja zawsze umiera ostatnia. ;)

Oprócz tych paru długich listów, pełnych przeprosin i wspomnień, muszę, a raczej chcę, napisać inną serię listów. Jak te peirwsze będą dotyczyły przeszłości, to te drugie – przyszłosci. Boję się. Tylko nie wiem któych bardziej. Przy obydwu poleją się łzy. Ale zobaczymy. :) Nie ma co się martwić na zapas. ;)

Zastanawiam się, czy to co tu napisałam, nie jest zbyt osobiste, intymne, moje. Ale nie chcę zamykać się w moim małym świecie z moimi wyolbrzymionymi problemami. Już nie.