14 luty. Imieniny Walentego. A raczej jedne z imienin. bo Walenty świetuje także 7 stycznia, 2 oraz 21 maja. Zastanawiam się czemu akurat to Walenty został „patronem zakochanych” i dlaczego akurat w jego imieniny celebrujemy miłosć w tak widoczny sposób? Bo imię Walenty oznacza człowieka wartosciowego, wpływowego, dobrej kondycji, zdrowego i silnego. Wiec jak to się ima Walentynek? Ni chuja.

Lecz dalej mnie to nurtuje i ambitnie szukałam odpowiedzi w internecie. O przepraszam, Internecie. Znazalam:
Legenda głosi, że św. Walenty był księdzem żyjącym w trzecim wieku w Rzymie. U panowania był wtedy cesarz Klaudiusz II, który doszedł do wniosku że samotni wojownicy są lepsi w walce niż Ci którzy posiadają kochanki. Zabronił o­n więc młodym mężczyznom szukać szczęścia w miłości, zamiast tego mieli o­ni zbudować silną armię. Przypuszczalnie Walenty przeciwstawił się władcy i potajemnie pozwalał młodym parom zawierać związek małżeński. Kiedy cesarz odkrył ten fakt skazał księdza na śmierć.

Fajnie, fajnie. Ja mam własną teorię.

‚Święto’ narodziło się w USA, przynajmniej tam jest najbardziej celebrowane. Amerykanie to albo tłuste spaślaki albo pracocholicy. Więc wydaje mi się, że ktoś kiedyś uznał, że moze jednak dać szanse i tym ‚biednym’ pracoholikom dzień wytchnienia i żeby mogli chociaż 1/365 (wyjatek: 1/366) roku poświęcić miłości. Dzisiaj 14 luty jest totalnie skomercjalizownay i chyba przez to większosć ludzi nie dostrzega pozytywnych aspektów tego ‚święta’. A takie są napewno.
Mówi się, że jak ktoś kogoś kocha to nie potrzebuje Walentynek. Że nie potrzebuje zobaczyć rano w klanedarzu 14.02. żeby kupić ukochanemu kwiaty, zaprosić na kolację, zabrać do kina czy powiedzieć „Kocham”. Ale to napewno pomaga. Tak mi się wydaje. Że w tym dniu wszystko co robimy dla ukochanej osoby na nowo się rodzi. W zgiełku codzinneości zatrzymujemy się na chwilę i zdajemy sobie sprawę, że jest gdzieś kto na nas czeka, ktoś kto nas kocha, takim jakim jesteśmy, co to jest naprawdę miłość i tak dalej. I wydaje mi się, że kiedy to sobie wszystko uśiwadamiamy np jadąc na spotkanie z ukochaną osobą, te ‚zwykłe’ czynności jak kino we dwoje, pocałunki czy powiedzenie ‚Kocham Cię’ nabiera nowego znaczenia.

Przynajmniej tak mi się wydaje. Ale co ja mogę wiedzieć o miłości? Od 12 sierpnia 1989 nie miałam partnera. Nikogo nie pokochałam szczerą, bezgraniczną i gorącą miłoscią. Nikt mnie taką nie obdarzył. Samotna, ale nie osamotniona.
Dzisiaj razem z kolerzankami zrywałyśmy dakorację serduszkowe w szkole i wysmiewałyśmy ten dzień. Nie czuje wyrzutów sumienia. Bo miłosć z czegoś intymnego robi się zjawiskiem na szeroką skalę. Wiecęj, mocniej i żeby wszyscy widzieli. Taka autoreklama. Te wszystkie serduszka były jak wielki neon nad sex-shopem albo jak czerwone latarnie w Amsterdamie.

Moje walentynki? Dzisiaj nic nie dostałam. I dobrze. Nie chcę jakiś wymuszonych i pustych słów, tandetnych prezentów itp. Chociaż pamietam jak w 1 lub w 2 klasie gimnazjum, kolega z klasy kupił wszystkim dizewczynom z klasy róże. To było słodkie, miłe i piękne. :)

Plany na dziś? Zaraz idę oglądać „Piłę II”. Tak inaczej. Iaczej niż większosć populacji tej planety. To moje walentynki. A ja chcer je spędzić z Jigsaw’em i jego ofiarami. :] A potem lekcje i może jakiś film w tv. :)

Najlepsze walentynki? Chyba rok temu. Tak. Wtedy byłam mile, kilometry, jardy z tąd. W ojczyźnie 14 lutego. I właśnie 14 lutego zaczęło się jedno z lepszych 2 tygodni mojego życia. Szkoła. Prawdziwa szkoła. Szkoła życia, przetrwania, radzenia sobie w trudnych sytuacjach, języka, charakteru, uczuć, radzenia sobie, bezradnosci, przyjaźni, wyrozumiałości, akcpetacji, poznawania, strachu, radości, rozczarowania, wydawania pieniędzy itp. Taaak. Te 14 dni to było naprawde dużo. Mówi się o ludziach, że ktoś ma tyle dośiwadczenia, że mógłby nim oddzielić kilku ludzi. Nie skłamię, jeżeli powiem, że tak uważam o tych 2 tygodniach, które zaczęły się własnie 14 lutego. 2005.

Mam przed oczami to pudełko pudrowych cukierków, które dostałam równo rok temu. Chyba nawet wszystkich nie zjadłam. Gdzieś się zawieruszyły, albo komuś je oddałam. Nie pamietam. Ale te pudrówki mają dla mnie większe znaczenie niż ta róża pare lat temu. ;)

PS. A te dekoracje były tandetne i beznadziejne. Przechodząc obok nich słyszałam ‚Błagam! Zerwij mnie! Zmniejsz moje upokożenie i cierpienie!’. ;) :P