„Krzysztof obserwuje innych w sposób bardzo głęboki, poprzez ich zmartwienia, ich myśli. Stara się dotrzeć do bardzo szczególnych emocji takich jak intuicja, percepcja… To jest coś bardzo delikatnego.”

(Irene Jacob)

Jeszcze rok temu przeszłąbym obojetnie koło takiej daty. Lecz coś we mnie pękło. „Cudze chwalicie, swego nie znacie.” Moja wrażliwość jest niedopieszczona, mimo MADRYTU 03.

MADRYT 03

Ten dwuaktowy dramat utrzymany w konwencji onirycznej wędrówki przez ludzkie wnętrze, ożywiony ekspresywnym tańcem z wykorzystaniem współczesnych technik „physical theater”, jest artystyczną ilustracją współczesnej obyczajowości. Artyści dotykają tematów niewygodnych, często skrywanych, choć istotnych i podstawowych dla budowania relacji międzyludzkich, takich jak tolerancja, asymilacja, homoseksualizm czy religia.

Spektakl ten jest podróżą przez człowieka-jego emocje, lęki, pragnienia oraz dramatyczną walkę o własną tożsamość. Próbą zgłębienia nie tylko samego siebie, poznawania swoich ograniczeń i możliwości, zobrazowaniem ludzkiej słabości w sytuacji ekstremalnej, ale również, a może przede wszystkim, jest ilustracją nieśmiałego kroku w kierunku drugiego człowieka- pragnieniem poznania go, poszukiwaniem nowych form komunikacji, porozumienia, kontaktu.

Według mnie – dziwne, inne, oryginalne, poruszajace, zaskakujące, piękne, artystyczne, niepowatarzalne i wyjatkowe. I dodatkowo Michał, jakiego nie znałam.

Kino nigdy nie dorówna teatrowi. Ta chwila, ten moment, to uczucie i ten kontakt. Film nie ma ani jednej z tych rzeczy. X Muzo = exuse me.