Dla wielu było i jest postrachem. Piekłem na ziemi. Tam trafiali ludzie, którzy siegnęli dna deprawacji, których nawet w piekle nie chcą. Niepokonane, niedosignione, tajemnicze, budzące lęk, strach, respekt, podziw.

The Rock.

Obdrapane ściany. Przenikliwy chłód. Echo, które odbija się od każdej ściany. Mocne i niepokanane kraty.

Wielu chciało z tamtąd uciec. To było ich marzenie. Mimo, że byli na dnie, mieli marzenia. W końcu przez okno stołówki codziennie ogladali długi, piękny, potężny, czerwony most – ucieleśnienie marzeń. Paru próbowało. Daremnie. Nawet jeśli udało im się opuścić ‚Skałę’, to prawdopodobnie zginęli w wodach zatoki.

A ja. Własnie w tym momencie, pragnę być tam. Tam gdzie NIKT nie chciał być.
Gdzie bede otoczona wielką wodą.
Gdzie bede sama.
Gdzie mój ukłąd nerwowy bedzie miał szansę odetchnąć.
Gdzie bede miała czas na wszystko, łącznie z myśleniem i uczeniem się.
Gdzie stanie się magia.
Gdzie zdarzy się wiele innych rzeczy.

Gdy tam byłam, pomyślałam sobie że niegdy nie chciałabym tam być całkowicie sama. A tym bardziej nocą.
Lecz teraz dochodzę do wniosku, że 24 godziny tam były by naprawdę cudowne. Ale nie sama. Z kimś, kimkolwiek, kto sprawiłby żebym się nie bała.


WNIOSEK NA DZIŚ:
Nigdy nie mów nigdy.