250px-Turkey_flag_large.png

Wspaniałe 2 tygodnie spędzone w tym pięknym i niesamowitym kraju.

alanya.jpg
ALANYA

Kurort nad Morzem Śródziemnym. Miejsce, gdzie wilgotność powietrza latem wynosi 90%. Miasto rozległe na 70 km otoczone od południa błękitnym morzem, a od północy górami Taurus, wysokimi na ponad 3000 mterów, gdzie znajdują się ruiny XIII-wiecznego zamku.

Miasto, gdzie najważniejszym pytaniem jest „Where are you come from?”, a nie problemy ówczesnego świata czy rozterki filozofów. Liczy się tu i teraz. Słońce. Zabawa. Pieniądze.

Plażę od gównej ulicy dzieli kilkanaście metrów. Jedynie chodnik i trawnik, na którym rosną palmy. Lecz hałas ulicy jest niesłyszalny dla plażowiczów. Jakby istniała niewidzialna bariera; granica między życiem komercyjnym, a życiem relaksu. Piasek jest tak nagrzany, że nie gołą stopą da się przejśc zaledwie kilka kroków. Inaczej parzy. Ukojeniem jest cień parasola lub woda Akdenizu. I choć Morze ma temperaturę powyżej 20 stopni, to daje ukojenie i ochłodę.

Gdy idzesz ulicą, Turcy z nienaganną fryzurą pełną żelu, zaczepiają cię. Najpierw zwracają na siebie uwagę; czasem tylko oralnie, a czasem wyciągają rękę lub zaczepiają. Nastepnie pytają o pochodzenie. Gdy usłyszą Poland/Polonia/Polska, odpowiadają „Cziesć! Jak śe maś?” Potem tylko zapraszają do swojej lokalu i zachwalają to, co sprzedają. Od wielu można usłyszeć, że jest się sexy / spicy / beautiful / attractive / hot (wszystkie etapy epitetów zaliczone).

Tu zabawa się kończy nad ranem. Na Big Bazaarze, położonym w sercu miasta, są setki sklepików, restauracji i klubów. To jest serce Alanii. Rytm muzyki dochodzący z dyskotek są jak puls miasta. ROBIN HOOD. Najlepszy klub. Cztery piętra, na kazdym inny klimat, inna muzyka. Na trzecim – impreza w pianie. Na czwartym – brak dachu, piękne widoki i najlepsza muzyka do tańczenia – pop i r’n'b. No i możesz tańczyć na barze, za któym przystojny i „nażelowany” barman przygotowuje drinki i ukradkiem spogląda na ciebie. Czasem oderwie się od pracy, wskoczy na ladę i razem będziecie tańczyć w rytm 50 Centa, tak tutaj popularngo, czy Shakiry albo Pussycat Dolls. Możesz tu spoktać wielu facetów. Przystojnych, dobrze ubranych, odrażajacych lub przeciętnych. Jedni odrazu pchają ci ręcę pod spódnice, ale są tu tacy, którzy chcą poprostu z tobą zatańczyć i dobrze sie bawić. Lecz tych drugich jest zdecydowanie mniej.

O trzeciej w nocy, gdy wychodzisz z klubu, wszystko jest otwarte. Mimo że jesteś zmęczona, poszłabyś jeszcze potańczyć, zabawić się. Wracając do pokoju, śpiewasz pod nosem, która akurat leci w lokalu, który mijasz. W hotelowej recepcji młody Turek z uśmiechem na ustach upewnia się, czy dobrze zapamiętał twój numer pokoju i daje ci klucz. Wchodzisz do pokoju, bierzesz zimny napój i siadasz na balkonie. Pijesz i wspominasz cały dzisiejszy wieczór, a właściwie noc. Żałujesz, że wyszłaś tak wcześnie. Gdy już nie czujesz pragnienia, idziesz się myć. Odkęcasz wodę. No tak, nie ma ciepłej. Oni tu ogrzewają wodę energię słoneczną. Bierzesz szybką „kąpiel” w lodowatej wodzie i kłądziesz się do łóżka. Gdy już prawie jesteś w objeciach Morfeusza, słyszysz niezrozumiałe dle ciebie dźwięki, jakby pieśń. To nawoływanie do modlitwy. Kiedyś, to by ci to przeszkadzało.
Ale nie tu, nie teraz.