Pozostały tylko przedmioty. Bezduszne kawałki drewna, metalu czy plastiku. Ktoś je kiedyś wymyślił, wykonał i sprzedał. ON je kupił lub dostał. Były JEGO. Ale JEGO już nie ma. Wspomnienia i emocje zwiazane z tymi przedmiotami uleciały o 9:00, 19 sierpnia. Ale czy na pewno? A może w tym wszystkim jest zaklęta JEGO dusza? Chociaż część? Albo JEGO wspomnienia. A może myśli i przemyślenia. Przecież ON żyje w nas. Jeżeli ON żyje to i te przedmioty mają jakoś wartość. Wartość wyrażoną inaczej niż w PLN.

Przynajmniej tak mi się wydaje.

Przez cały dzisiejszy dzień wydawało mi się, że czas nas omijał. Gdy jechaliśmy przez Warszawę, ludzie za oknem byli jakoś bardzo odlegli. Gdzieś szli, jechali, zmierzali, a mnie to jakoś nie dotyczyło. Jakby istaniała jakaś niewidzialna granica między mną, a nimi. I gdy czasem zastanawiam się kim jest dana osoba, gdzie idzie, co ma w torbie i czmeu akurat ubrała się w dżinsy, dzisiaj było to dla mnie abstrakcją.

To było trochę jakbym poprosiło społeczeństwo i Matkę Ziemię o dzień urlopu, o kilka godzin ucieczki od rzeczywistości, a oni mi na to pozwolili nie pytając o powód.