kasztanek blog

Twój nowy blog

błysk świecy przelatujący po ciemnej ścianie

gwiazdy uparcie przedzierające się przez granatową kurtynę

kot próbujący wejść pod łóżko w poszukiwaniu przygód

złudna nadzieja ciągle czekająca na lepsze jutro

i panna nikt czekająca na szczęście

To chyba najlepiej, najtrafniej i najprosciej wszystko opisuje. I niech tak, narazie zostanie.

PS. Happy birthday Diego… :* ;]

może

1 komentarz

Jestem smutna, przygnębiona, zamyślona, rozżalona, nijaka…

Potrzebuje długiego spaceru z długą rozmową. Nie musi bć romantyczny, o zachodzi słońca… Tym razem, moja wrażliwa dusza potrzebuje zwykłej bratniej duszy.

„Zwykłej bratniej duszy” – moze nie takiej „zwykłej”. Najodpowiedniejszy był by samiec, zdecydowanie. Najlepiej – kolega, ktoś, kto ma o mnie jakie koleiwek pojęcie, i równy (mniej więcej) wiekiem. I oczywiscie posiadający chociaż podstawy umiejętności słuchania, pocieszenia (rady z podręcznika dla akwizytorów odpadają!) i przytulenia, lub innej formy kontaktu fizycznego, któy zaspokoi zarówno umysł, duszę oraz ciało.

Najodpowiedniejszymi kandydatami są:
*kolega z klasy, z LO x 3
*oraz brat – Maciek.

A o czym rozmawialibyśmy ? O moich zmartwieniach i niepokojach, łyżwach, o tym co było, jest i będzie, o różnych ważnych i mniej waznych sprawach i o głupotach, które oboje szybko byśmy zapomnieli.

Taaak… O tym marze. Lecz sądzę, że to pozostanie w sferze marzeń. Pewnie nikt by nie miał czasu, a nawet jeśli, to nie wiem czy byłabym wstanie, czy odważyłabym się aż tak przed drugą osobą. Nie wiem, czy wyrzuciłabym z siebie wszystko; czy nie pociekłyby łzy i tak dalej. Poprostu boję się. Jak utwierdzam się w przekonaniu, że strach jest wymysłem mojej pierdolonej wyobraźni, i tak naprawdę to tylko solidny kop w dupę, motywacja, teraz boje się i zamykam się w moim, małym, kartonowym, szaro-burym kartonie.
Czy po tej rozmowie, spracerze, będę mogła spojrzeć mu w oczy? Czy będę unikać jego wzroku? Czy on mnie wyśmieje? A moze każde jego spjrzenie będzie pełne politowania i wspólczucia?
Ale z drugiej strony, każde jego spojrzenie może być głębokie, czułe, delikatne, pełne ciepła i zrozumienia. Może dzięki temu spacerowi zbliżylibyśmy się do siebie? Zostali przyjaciólmi, albo chociaż dobrymi kumplami? On odkryłby też mnie, której nie da sie poznać tylko zmysłami?

Czy znajdę odpowiedzi na te pytania – nie wiem. Chciałabym i się boję. Może stanie się tak, że nie będę musiała iść na żadnej spacer i każdą myśl uważnie formułować w zdania. Albo chociaż, to nie będzie AŻ tak poważne… Może…

Tytuł taki a nie inny, bo kojarzy mi się, mimo wszystko, pozytywnie z klasową Wigilią w Zakopanem. :)

Wszystkim znajomym, przyjaciołom, kolegom, rodzinie oraz sobie życzę:

*aby te święta były ciepłe, rodzinne i niezwykłe.*

*aby nastrój, humor, zachowanie i nastawienie nie było sztuczne i nieszczere, tylko prawdziwe i prosto z serca. I aby zostało na dłużej niż tylko te 3 świąteczne dni…*

*aby w ten magiczny dzień zapomnieć o kłopotach, zmartwieniach, waśniach itp. i radować się magią świąt; może niekoniecznie z tego że X lat temu narodził się Chrystus, ale że jesteśmy razem z rodziną wpsólnie przy jednym stole*

*aby pod choinką lub substytutem jej (np. tulipany :P) były wymarzone prezenty. Wiem, że to nie jest najważniejsze, ale to zawsze miło znaleźć coś pod tym krzaczkiem. Sobie życzę tego pośrednio – dla mnie wymarzone prezenty nie są materialne. Marzę o prawdziwym szczęściu rodzinnym, o szczerości, prawdzie o zagrzebaniu sporów z niektórymi osobami, o daniu mi szansy zaistnieć, o ukochanej osobie przy boku… taaak… Ani święty, ani nawet renifer nie pomogą mi w tym, tak bardzo, jakbym tego chciała.*

*abyśmy wszyscy byli zdrowi, w jakimś stopniu szczęśliwi, abyśmy mieli marzenia i dążyli do ich spełnienia i abyśmy byli zadowoleni z siebie i własnego życia. :)*

Gdy to pisałam, dziwnie się czułam… Trochę smutna, przygnębiona, zamyślona… Lekko wzruszona. Nie czuję atmosfery tych świat. Moze dlatego, że najbardziej brakuje mi ciepła, którego nie znajde ani pod choinką ani w karpiu.

f r e s h

1 komentarz
.stadion SKRY.

.śliskie schody + duże, czarne schody + długa kolejka.

.391.

.surowa podłoga + ściany pomalowane byle jak + zwykłe proste czerwone lampy + kilkanaście kanap.

.świetna muzyka –> mix beatu ze znanymi hitami: YMCA, All I Want For Chrismats, We’ll Be Burning, Cerata (:P), Weekend itp itd… :).

.polonez Wojciecha Kilara.

.tłum ludzi.

.sporo obiektów do nacieszenia oczu ;].

.najebany Divad.

.kolerzanka kolerzanki – Zuzia ;).

.kłęby dymu papaierosowego.

.nacpany koleś, który chciał za wszelką cenę zmacać mnie, Just i Olę :PP.

Chociaż chciałam wyjść koło 23 i udać się na moje połowinki, cieszę się, ze zostałam. Było naprawdę super – poznałam fajnych ludzi, wytańczyłam i wyszalałam się. I nie musisałam patrzeć na mordy, które sprawiają mi lub bliskim mi osobom przykrość oraz któych poprostu – dażę antypatią.

Było bardzo fajnie, choć tłoczno. Nacieszyłam oczy, ciało i duszę. :D
„Ciekawym” zjawiskiem był owy wyżej wspomniany koleś, który chciał pododtykać mnie, Just i Olę. Był on naćpany i to mocno. Ale mimo stanu ciała i umysłu znalazł nas i dalej chciał osiągnąć cel. Tia… :D

Semsetr się skończył !! Hurra !! :D
Jutro szkołę omijam szerokim łukiem, a w czwartek wyjedźamy klasowo (niestety bez dwóch, kochanych osóbek :{) do Zakopanego. Mam nadzieje, że będzie fajnie. Dwa razy dziennie matematyka (poprostu cudownie) i jeszcze wracam po ośmiu latach do nart. ;] Będzie śmiesznie, bo ja na dodatek mam uraz do wyciągów i poprostu się ich boję i niemiłosiernie cierpie czekajac w kolejce i jadąc nim a Aga, z którą będę szlaeć, będzie uczyła się jeżdzić na desce. Po dwóch dniach będziemy panowac nad tymi górami !! :D

Wracamy w środe. Potem jeden dzien szkoły, w którym i tak bedą skrócone lekcje. A w piatek, można powiedzieć, że zaczynają się świeta.

Świeta. W tym roku będzie zupełnie inaczej. Po pierwsze – czeka mnie tylko jedna wigilia, a nie jak było do zeszłego roku – dwie. A po drugie – po raz pierwszy od szesnastu lat, czyli od zawsze, nie chcę nic dostac na gwaiztke. Wszystko mam. Niczego nie potrzebuje. Tak…dziwnie. Zawsze czekałam na wymarzone prezenty. Czekałam, czy pod kolorowym drzewkiem znajde to, czego się spodziewam, czy w kolorowym papierze znajde coś co mnie zaskoczy. A tym roku ? ZUPEŁNIE INACZEJ…

To tyle. Jedyne co mogę dodać, to :

Come with me and bless the night
Let the darkness be your salvation
Curse the day, escape the light
Break the chains of imagination

Come with me and seize the night
Now’s the time for some inspiration
Leave the day and loose the light
No taboos only new sensations

;)

PS. Czekam na propozycje na Sylwestra 2005 / 2006 ! PILNE !! :)

`

2 komentarzy

1) zrobiłam świąteczne zakupy – wydaje mi sie, że udane, ale to się okaże 5 i 6 grudnia

2) sklamałam. strach mnie sparaliżował. uciekłam. poprostu spieprzyłam przed problemem zamiast stawić mu czoła. teraz tego cholernie żałuje. :/

3) dzisiaj też uciekłam przed kolejnym problemem. ale już nie czuje się ‚winna’ – poprostu czy bym przesiedziała tą godzinę w sali czy na korytarzu nie ma różnicy, nieprawdaż?

4) zrobiłam pracę na WOK. plakat będzie jutro dokończny. hura!

To tyle. Za półtora tyogdnia wyjedżam do Zakopanego na białą szkołę. Za 3 tyogdnie święta. Za 4 tygodnie sylwester. Czyli – nic nowego, poznawczego ani niezwykłego.

Chyba, że do rzeczy niezwykłych można zaliczyć obudzenie się ze snu z płaczem. Poprostu. Zdałam sobie sprawę, że to nie jest już sen i że płaczę. Tym bardziej, że śniła mi się szkoła.

Mimo że jestem jeszcze chora, a raczej nie-dokońca-zdrowa, poszłam do szkoły. Nie było to mądre posunięcie…

Jak zwykle spotkałam się z Karolincią na stacji metra. Ja zwykle stanęłam po lewej stronie schodów, na 2 schodku i czekałam na Nią. I jak zwykle ludzie przyglądali mi się jakbym wyglądała ‚inaczej’, albo robiła róźne,dziwne rzeczy. O_o No tak w końcu stoję spokojnie w jednym miejscu, mam plecak i pewnie jestem terrosrystką grupy „Króliczek Uzurpator”. Zapewne. Ale dzisiaj te spojrzenia były wyjątkowo natrętne. No, ale może tylko mi się wydawało, bo przez 5 dni siedziałam w domu, żyłam w ‚innym świecie’ (dosłownie i w przenosni :P) i moim głównym zadaniem było przetwarzanie chusteczek higienicznych. Myśląc, że to tylko wytwór mojej wyobraźni ruszyłam do szkoły. I tam zaczął się dramat. Horrorem tego nie mogę nazwać, bo krew się nie polała. Niestety.

W niespełna 10 minut po przekorczeniu bramy szkoły zostałam zaatakowana. Gdzie są zdjęcia klasowe? Od połowy klasy zamiast „cześć” usłyszałam „zdjecia”. A jeszcze od osoby, od której najmniej się spodziewalam jakich kolwiek oskarżeń, miała do powiedzenia najwięcej. ‚Sorry Agata, ale mogłaś to załatwić wcześniej, to już tylko twoja wina.’ Taaaa… Ale gdyby 27 osób przyniosło pieniądze w ciągu tygodnia to byście mieli ten świstek papieru wcześniej. Bo nie ukrywajmy – te zdjecia to kawałek papieru, kolorowy i błyszący z jednej strony, a biały i matowy z drugiej. Lecz muszę przyznać, że na tym zdjeciu wyszłam normalnie i…..ładnie. ;)

Potem dodatkowy angielski. Lekcja jak zawsze nudna, bezużyteczna, dołujaca, denerwujaca et cetra. Facet zwrócił na mnie łąskawie uwagę, kiedy wysyłałam 4 SMSa. Brawo i dziękuje. Na szczęście to była prawdopodbnie moja ostania lekcja w EF. Thank’s God.

Nawet przedmioty martwe są dzisiaj przeciwko mnie. Kiedy między szkołą a EFem chciałam posłuchać muzyki, moja wieża się zbuntowała. Radio trzeszczało, a odtwarzacz uważał, że nie ma płyt. Kłamał, bo miał. Tym razem to siła zwycięzyła nad rozumem. ;) Ale, niestety, i tak zostałam ‚pokonana’. Wybuchłam……..

Ale dzisiejszy dzień miał, o dziwo, też pozytywne strony.
1) Język polski. Dostałam najtrudniejsze zadanie, ale pani ze stoickim spokojem stwierdziła, że kto jak kto, ale ja z koleżanką damy sobie z tym radę. Pozostawiając mnie w szoku, pani (profesor) odeszła….
2) Dom. Moja mama wychwalała mnie mojemu dziadkowi. Rozmawiała z Nim przez telefon, a ja tylko słyszałam kawałek rozmowy. Ale zrobiło mi się bardzo miło. Miałam łzy w oczach. Przecież nie trzeba przekonywac kogoś o moich zaletach, jeżeli ten ktoś mnie zna od urodzenia…

Dwa wnioski wyciągnięte z koszmarnego dnia dziejszego:

1) Gorzej już być NIE MOŻE.

2) Tyle było dni do utraty sił
Do utraty tchu tyle było chwil
Gdy żałujesz tych ,
z
których nie masz nic

Jedno warto znać , jedno tylko wiedz , że

Ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy
Ważnych jest kilka tych chwil , tych na które czekamy
;)

pomyłka

1 komentarz

Coś się zmieniło.
Z ,teoretycznie, szczęśliwej, pogodnej i zwariowanej dziewczyny stałam się uśmiechniętą, ale zatroskaną nastolatką, która, w każdej minucie, toczy walkę z własnymi myslami…

Nie wierzyłam, że słowo może wywyołać dreszcz, któy przechodzi całe ciało – myliłam się.

Nie sądziłam, że można płakać nad ksiażką – pomyliłam się.

Ksiązka czytana po raz kooleny, jest przewidywalna i nie wywołuje żadnych emocji – fałsz.

Wierzyłam, że już nigdy nikt mnie nie zawiedzie i/lub nikt mnie nie rozaczruje – myliłam się i to wiele razy.

Polski to moja pięta achillesowa – nie prawda.

My life is full of mistakes. They’re like pebbles that make a good road.
- Beatrice Wood

Mam nadzieje, że i w moim życie nie tylko te pomyłki, ale i wszystkie wyjdą mi na dobre…

A-neko – Rozgryzłam Cię ! A co do tego mojego layoutu. No cóz… Tylko krowo nie zmienia pogladaów. I to chyba jest pozytywne zjawisko. ;)

W sobote, zmęczona i obolała dowlokłam się razem z rdzicami do „SZWEJKA”, gdzie byliśmy umówieni ze znajomymi na piwo tudzież jakieś jedzenie. Faktycznie – było śmiesznie, naszą ofiarą padł kelner. Ale nie był bez winny :P. Ale… czułam się trochę jak warzywo. Moje myśli krążyły wokół logiki i zbiorów, ROMY, listu, prawiczka itp. Ale można się przyzwyczaić – w końcu we ‚wspaniałej szkole nr 28′ dzieki ludziom, którzy poświecili swoje życie, aby zrobić z człowiekopodobnych porządnych ludzi. Tak, dziękuje pani Ś., pani G., panu J….

To w sumie, na tyle. Życie toczy się dalej… „A życie jest kabaretem.” Czego chcieć wiecej? ;>

Sprawa z poprzedniej notki nieaktualna. Wszystko się zmieniło. Posypało się niczym pieprzony domek z kart. I dobrze. Może i oczekiwałam czegoś. Ale nie ja, tylko moje ciało. BIS potrzebował kontatku fizycznego, a nie miłości. A że się tak nie stało…. to bardzo dobrze.

Czuję się źle. Gdy ‚nauczyłam’ się czegoś ‚nowego’, ‚przyjemność’ z posiadania tej wiedzy jest mi odbierana.

Dlaczego jeżeli mam swoje zdanie i chce coś zmienić lub chociaż powiedzieć, nie jest mi to dane? Dlaczego tam gdzie mam do tego prawo jest mi to odbierane? Oczywiscie nie przez wszystkich, ale pare osób czycha na mnie z nożyczkami, aby przyciąć mi skrzydła. Skrzydła, które nareszcie są duże i pokryre śnieżnobiałym puchem z pojedyńczymi kolorowymi piórkami; raz różowym, o tam jest i niebieskie, a tam, na końcu, zielone.

Lecz to co się dzieje na codzień znika, gdy nastaje weekend. W sobote i niedziele jestem kimś innym. Tak jakby alter ego. Gdzy przekraczam próg, mówie „Dzień dobry”, schodzę na dół, uśmiecham sie do pani dostajac metalową blaszke i zmieniam ubranie. Gdy zakładam bluzkę, to tak jakbym zakładała maskę. Wkraczam do innego świata z chwilą gdy stoję na czarnej, zniszczonej podłodze, przed sobą widzę krzywe odbicie w lustrze, a promienie słoneczne wpadają przez stare okna. Tam czuję się szczęśliwa. I choć nie jestem najlepsza, wspaniała i wogóle, to tam jest inaczej. Tam chcą mi pomóc, nauczyć czegoś. Tam zamiast podcinać, dodaja mi sił i pragną, abym się wzibiła i poleciała i dosięgnęła gwiazd. W ‚świątyni’ jestem. ;}

Lecz oprócz tego alternatywnego świata, mam inne miejsce. Magiczne miejsce. Mały punkt w którym żyją moje marzenia. Tam one śpią, żywią się i rozwijają sie, aby się spełnić. One nie wiedzą, co to strach czy wstyd. Gdy któreś z nich uzna, że czas opuścić ‚magiczny’ punkt, nie zważa na przyziemne rzeczy. Gdy uzna, że już jest na tyle dojrzałe by się spełnić, ja nie mam na to zasadniczego wpływu. Owszem, mogę powiedzieć NIE. Tylko po co? Nie zabije części mnie. Tylko marzenia mają to do siebie, że żyją w tym magiczneym małym punkcie na Ziemi i opuszczają go kiedy one tego chcą. Ale można powiedzieć, że to jest ich zaleta, a nie wada. ;)


  • RSS